Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Filozofia sportu w życiu codziennym

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Aksjologia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Bushido




Dołączył: 01 Lip 2012
Posty: 20
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 10:33, 11 Lip 2012    Temat postu: Filozofia sportu w życiu codziennym

Witam

Ostatnimi czasy pod wpływem między innymi filmu który obejrzałem dzięki użytkownikowi Alina przemyślałem to w jaki sposób można wprowadzić właśnie filozofię sportu do życia codziennego.

Film można obejrzeć tutaj ( wystarczy pierwsze 4 i pół części) :
http://www.youtube.com/watch?v=snDQe3tWwRQ

Temu właśnie człowiekowi udało się to bardzo dobrze. Jednak widzę że wcale nie jest to takie proste. O ile w sporcie dość łatwo się przestawić na pozytywne myślenie, o tyle w życiu nie jest to proste, ponieważ to ciężar problemów nie do porównania który trzeba znosić.

Moje pytanie brzmi, czy uważacie aby podejście "filozofi sportu" czyli nieustanne parcie do przodu, i nie poddawanie się niczemu, było najlepszym sposobem na życie, czy też znacie lub uważacie inną postawę za lepszą, lub jakie podejście sami stosujecie? Wink


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Blade




Dołączył: 16 Cze 2012
Posty: 87
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Śro 11:05, 11 Lip 2012    Temat postu:

Sądzę, że nie ma jednego, konkretnego "sposobu na życie". Jakiejś niezawodnej postawy czy recepty. Ja generalnie jestem zwolennikiem teorii, że poprzednie zdanie dotyczy chyba każdej dziedziny. Nie ma pewnego sposobu na nic. Każdy powinien mieć swój własny, nikt nie wie czego oczekujesz od życia i nikt nie znajdzie "sposobu na życie" dla Ciebie, lepiej niż ty sam.
Jednak jak to nazwałeś, "filozofia sportu" jest ważnym elementem podejścia do życia. Nie słyszałem nigdy o kimś, kto załamał się, "rzucił wszystko w diabły", a mimo to udało mu się spełnić życiowe marzenie i jest niesamowicie szczęśliwy. Nie. Tak nie ma. Czasami potrzebujemy od życia takiego ciosu pod żebra, żeby ogarnąć się i rozejrzeć. Pomyśleć "ej, co ja robię?!". Czasem należy nam się porządny dół i odrobina samokrytyki, żeby inaczej spojrzeć na sytuację i otaczający nas świat. Jednak bardzo ważne jest, żeby nie przejmować się byle czym. Nie należy brać do siebie i załamywać się z powodu pierdół.

Co do filmu, oglądałem już go kiedyś. Jednak był to zdecydowanie starszy występ, a główny bohater nie miał nawet cienia takiego zarostu. Pamiętam, że jest on niesamowicie pozytywną osobą, a przynajmniej po występie tak się wydawało. On ma w sobie dużo "filozofii sportu", ale mogę się założyć, że nie jeden raz miał porządną depresję, czy coś w tym rodzaju. Jednak tak jak napisałem, nie o to chodzi w życiu.

Jakie podejście sam stosuję?
Szczerze to sam nie wiem, ale kierując się moją prywatną teorią, którą napisałem na samym początku, nie umiem opisać dokładnie swojego podejścia bo jest ono zbyt mało hmmm...... jednolite by je od tak opisać. W każdym razie jest w nim trochę "filozofii sportu"


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Artur




Dołączył: 07 Lut 2010
Posty: 514
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Rybnik
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:49, 11 Lip 2012    Temat postu:

Od razu przypomniała mi się długa rozmowa z moim kolegą z grupy jaką odbyliśmy chodząc po mieście po zajęciach. Dyskutowaliśmy o innym dawnym towarzyszu z grupy, który czyta amerykańskie książki pozytywnego myślenia, choć, co znamienne, jakoś się niespecjalnie w nim to przejawia (według naszej opinii). Sam czytałem amerykańskie książki polecane przez korporacje Amway gdy miałem 15 lat, bo akurat były dostępne u wujka - więc myślę że wiem o czym mówimy.

W każdym razie, podczas tej rozmowy padło bardzo kontrowersyjne stwierdzenie:

W takim razie Józef Stalin też był człowiekiem sukcesu. Ospowata twarz, niepoprawnie ukształtowana ręka, bity i upokarzany w domu. Lecz Stalin miał wielkie marzenie - postanowił, że będzie kimś wielkim. Dążył niestrudzenie do tego marzenia i nigdy się nie poddawał. Gotów był poświęcić swoje życie by się ziściło. Jak się później okazało, bynajmniej nie tylko swoje.

Przeczytałem w całości 9 takich książek, od deski do deski. Zawsze było tam napisane jak wiele mogę zrobić, ani słowa o tym, co robić powinienem, jakiej granicy przekraczać nie wolno. Ze współczesnej perspektywy wiem, jak bardzo niewybredna była to "filozofia". Takie tytuły jak "Myśl i bogać się" są tego doskonałym przykładem - bynajmniej nie chodziło o bogacenie się duchowe (albo inny, mój ulubiony tytuł: "Przyjazny kapitalizm" xD). To były książki o tym jak rozbudzić w sobie moje najbardziej egoistyczne pragnienia i jak stać się w odniesieniu do nich nieustępliwym.

Podobnie jak Nietzsche, nie potrzebuję wyrabiać w sobie mentalności optymisty - co mnie najbardziej w tym przeraża to związane z tym pragnie mózgu. Oraz to jedno, paskudne stwierdzenie Pozytywnych, że skoro nie wypisuję sobie na karteczce tego, że pożądam takiej forsy i takiej rezydencji ("Wierzę że się uda. Wiara moja jest tak silna, że już teraz wyczuwam te pieniądze - mogę ich dotknąć palcami!" - jakbym wygłaszał jakąś modlitwę w sekcie, litości...) to umarłem za życia i czekam kilkadziesiąt lat na pochówek.

Konkluzja mojego kumpla była taka. Według tych książek powinien teraz stawać na uszach i dorabiać się wielkiej forsy ryzykując wszystko, by móc pokazać się po dziesięciu latach z cudowną kobietą, którą otoczenie powszechnie oceni na 10/10. Łatwiej jest jednak zapłacić tej k**wie już teraz i mieć do siebie więcej dystansu. Wokulski brał to zbyt na serio i dwa razy ładował się pod tory.

Słowem: postawa tego kalekiego człowieka jest bardzo zdrowa. Trzeba tylko pamiętać, by pogoń za marchewką nie przyprawiła nas o utratę głowy. Gdy byłem w tym roku na rozdaniu wyróżnień, prowadzący powiedział coś, co utkwiło mi w pamięci: "Często jest tak, że gdy nie myślisz zbytnio o sukcesie, a po prostu robisz cały czas swoje - sukces sam do ciebie dociera.". I tyle w tym temacie. Jest dobrze, może być lepiej, lecz nawet jeżeli nie będzie - trudno, nie miało to i tak wielkiego znaczenia.


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nanye




Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 522
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Czw 9:42, 12 Lip 2012    Temat postu:

Sama myśl o pozytywnym myśleniu wpędza mnie w depresję Razz Jestem skłonny przyznać, że nieustannie prąc do przodu i określając sobie cele, można faktycznie osiągnąć niektóre z nich. Tylko po co ? Cóż jest warte takie życie, w którym człowiek przedziera się od jednego checkpointu do drugiego jak buldożer ? W każdym razie ja nie mam ochoty tak żyć.

Nawiasem mówiąc - jeśli ktoś nie umie być szczęśliwy w tym momencie swojego życia, w którym akurat jest, to szczerze wątpię, żeby spełnienie tysiąca jego najskrytszych marzeń i dołożenie mu góry lodów waniliowych na okrasę zmieniło ten stan rzeczy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Blade




Dołączył: 16 Cze 2012
Posty: 87
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Czw 14:05, 12 Lip 2012    Temat postu:

Ja znów poszczycę się moim ulubionym zdaniem. Wszystko zależy od sytemu wartości. Zgadzam się w zupełności z Arturem, jednak z Nanye już niekoniecznie. Oczywiście, że życie od checkpointu do checkpointu nie ma w sobie nic ze szczęścia, to jednak sądzę, że warto spełniać własne marzenia/cele postawione przed sobą. Byle były one w naszym zasięgu. Inaczej będziemy żyć w wiecznym nieszczęściu z powodu niespełnionych ambicji.
Lecz podam przykład z mojego bardzo bliskiego otoczenia. Mój ojciec pragnął kupić sobie młodszy, lepszy, konkretnie wypatrzony model samochodu. Jednak jako, że jest rolnikiem to raz nie było dużego plonu, raz ceny itd. Jednak parł on do przodu nie zważając na to, co mu się nie udało. I w końcu kupił ten samochód. I mogę przysiąc, że był strasznie szczęśliwy.
Przykład może i prosty, ale myślę , że jak najbardziej na miejscu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Aksjologia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin