Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Relacyjność jako świat wartości - słowo o filozofii dialogu
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Aksjologia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  

Czy "JA" może istnieć w totalnym oderwaniu od świata drugiej osoby?
TAK
40%
 40%  [ 2 ]
NIE
60%
 60%  [ 3 ]
Wszystkich Głosów : 5

Autor Wiadomość
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 617
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 10:41, 19 Kwi 2012    Temat postu: Relacyjność jako świat wartości - słowo o filozofii dialogu

Ponieważ JA i TY istnieją wyłącznie we wzajemnym odniesieniu do siebie, tak samo jak nie ma JA absolutnie ogołoconego z TY, nie można też sobie pomyśleć TY ogołoconego z JA. Słowo jest tym, przez co zostaje obiektywnie ukonstytuowana nie tylko egzystencja, lecz przede wszystkim stosunek jednego do drugiego". Te słowa Ferdynanda Ebnera stanowią doskonałe wejście w relacyjną istotę świadomości.

Józef Tischner wielokrotnie wskazywał na błąd poruszania się po tej materii w kategoriach języka ontologicznego. Przeniesienie pojęcia JA do ontologii skutkuje dwoma ślepymi zaułkami: 1) w ujęciu idealistycznym JA zaczyna funkcjonować jako podmiot wydzielony wobec przedmiotu (świata), 2) w ujęciu pozytywistycznym JA stanowi część całości, której musi się podporządkować jako element niesamodzielny i traktowany przedmiotowo. W obydwu przypadkach gubimy gdzieś po drodze najgłębszy aspekt fenomenu świadomości, jakim jest relacyjność JA wobec TY.

Franz Rosenzweig w pewnym momencie swych rozważań nad istotą dialogiczności zwrócił uwagę na rzecz bardzo ważną. Jakie jest pierwotne pytanie, które moje JA stawia Twojemu TY? I doszedł do wniosku, że pytaniem tym jest "gdzie jesteś?" Chodzi oczywiście o wielowymiarowy aspekt owego GDZIE - w znaczeniu egzystencjalnym, aksjologicznym, metafizyczny. Każda relacja, zanim zacznie się pogłębiać, wymaga najpierw postawienia tego pytania "gdzie jesteś?" - czyli co czujesz, myślisz, sądzisz?... Pytanie to ma charakter dwukierunkowy - pozwala pytanemu przebudzić się i uzmysłowić sobie, gdzie się znajduje w odniesieniu do pytającego. Podobnie jak biblijne "gdzie jesteś, Adamie" pozwoliło człowiekowi uświadomić sobie jego stan oddalenia...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Nanye




Dołączył: 01 Gru 2011
Posty: 522
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Czw 16:17, 19 Kwi 2012    Temat postu:

W odpowiedzi na tak sformułowane pytanie klikam na "nie", ale dołączam komentarz: żaden ze mnie zwolennik relacyjnej teorii świadomości, po prostu uważam, że "ja" w ogóle nigdy nie funkcjonuje w totalnym oderwaniu od świata. Bo ono jest właśnie częścią świata, etykietką nalepioną na procesy zachodzące w pewnym konkretnym mózgu. Co chyba stawia mnie gdzieś w pobliżu opisywanych przez Ciebie pozytywistów, chociaż sam nigdy nie czułem się pozytywistą Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 617
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:48, 19 Kwi 2012    Temat postu:

Nanye - uświadomiłeś mi, że zrobiona na prędce sonda (w zasadzie to jej nie planowałem - wyszło spontanicznie) nie obejmuje wielu oboicznych opcji (które wcale nie muszą być takie oboczne). Wink W każdym razie dzięki za udział w głosowaniu i samookreślenie się w tej kwestii.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
gangrena




Dołączył: 18 Cze 2009
Posty: 233
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 17:31, 09 Maj 2012    Temat postu:

Zagłosowałem na 'nie'.

'Ja' uwolnione, 'niezobowiązane' zacznie rozpadać się; nie będzie dookreślane i być może zacznie 'rozprzestrzeniać się', dążąc ku 'nicości'.

Rolling Eyes


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Heart




Dołączył: 19 Gru 2010
Posty: 400
Przeczytał: 12 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Czw 1:24, 10 Maj 2012    Temat postu:

Ja nie jestem pewien jak tu zagłosować. Jeżeli w pytaniu chodzi o "Czy zdarzają się przypadki totalnego wyalienowania w oderwaniu od relacyjności". Odpowiedziałbym chyba "tak" - choć nie wiem? Są chyba takie choroby psychiczne, katatoniczne?, czy inne, gdzie człowiek żyje własnym "urojonym światem", nie pragnąc kontaktu z rzeczywistością i osobą. Jednak nie jestem pewien czy tej relacyjności tak całkowicie nie ma, choćby w stosunku do "bytów urojonych" - może tak być. Byty urojone chyba zawsze pochodzą z otaczającego świata, nie widzę tu innej możliwości - więc pewnie jakaś relacyjność do świata (może do osób?), u chorych psychicznie (całkowiecie wyalienowanych) prawdopodobnie zawsze kiedyś musiała wystąpić.
Po dłuższym zastanowieniu - chyba powiedziałbym "nie wiem" - choć chyba zawsze, na przestrzeni życia, może zaistnieć element relacyjności do "ty". Nawet w przypadku Człowieka-"warzywo" nie wiemy czy tej relacyjności nie ma na jakimś niezbadanym poziomie - nie wiem. Brakuje chyba w ankiecie - "nie jestem pewien".

Życie urojeniem jednak wygląda mało sensownie - dlatego jeżeli chodzi o sens odpowiedziałbym pewnie "nie". Gdyby urojenia absorbowały całą osobowość, na zasadzie "wiecznej zabawy", może dla osoby nimi żyjącej by były sensowne. Ale czy o to chodzi? Nie wiem. Czy zdarzają się tacy ludzie? Nie wiem - może nie odpowiadajmy pospiesznie na pytanie: "czy powinno tak być... jeżeli wogóle jest taka możliwość?" Tacy ludzie to dla mnie zagadka. Czy ich życie się rozpadnie? Może prędzej czy później nastąpi jakaś relacja z rzeczywistością, "z Ty" i życie się pozlepia.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Heart dnia Czw 2:41, 10 Maj 2012, w całości zmieniany 13 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1300
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 8:17, 10 Maj 2012    Temat postu:

Relacje pomiędzy JA i TY wyłącznie we wzajemnym odniesieniu, to sprzężenie zwrotne. Tworzą więc jeden byt silnie ze sobą związany i wzajemnie się uzupełniający. Gdy jedna strona daje, to druga przyjmuje za obopólną zgodą. To te relacje są podstawą relacji władcy i poddanego. Nikt nie zostanie władcą jak druga strona mu tej władzy nie da poprzez swoją uległoś. Do takich relacji jesteśmy przyzwyczajeni i mało kto wyobraża sobie świat bez nich.

Jestem tym z nielicznych widzących inaczej. Nie tylko wyobrażam sobie świat bez takich relacji, ale uważam te relacje jako podstawowy grzech wobec Boga.
Cdn.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 617
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 9:38, 10 Maj 2012    Temat postu:

Z wielką uwagą wczytuję się w Wasze głosy. Eckhartomistic uświadomił mi, że można dwojako rozumieć intencję postawionego pytania - jako zagadnienia etycznego, nakierowanego na postulat o charakterze życzeniowym, albo też zagadnienia epistemologicznego, dotyczącego poznania natury podmiotu. To bardzo ważne rozdzielenie, bo odpowiedzi mogą być w pierwszym kontekście twierdzące, w drugim przeczące lub odwrotnie. Osobiście twierdzę, że JA nie może istnieć w oderwaniu od TY, zatem dylemat etyczny sprowadza się jedynie do uświadomienia sobie doniosłości tego zagadnienia i wyzbycia się iluzji samowystarczalności (ale to tylko moje zdanie). Może ktoś twierdzić, że totalna alienacja jest możliwa, lecz niewskazana, albo też odwrotnie - że w praktyce nie da się jej osiągnąć, ale powinniśmy do niej dążyć.

gangrena napisał:
'Ja' uwolnione, 'niezobowiązane' zacznie rozpadać się; nie będzie dookreślane i być może zacznie 'rozprzestrzeniać się', dążąc ku 'nicości'.


Znajduję tu krótkie, aczkolwiek esencjonalne, wskazanie na coś bardzo istotnego - rozpad osobowości w wyniku braku odniesienia (jak to ująłeś - "dookreślenia"). W przeszłości zetknąłem się z osobą o postawie głębokiego wyalienowania "na własne życzenie" (kompletny zanik empatii, brak dążenia do jakiegokolwiek porozumienia, deptanie uczuć i godności drugiej osoby itd.). Nie była to jednak alienacja ABSOLUTNA, bo po długich próbach "oswojenia" tej osoby udało mi się osiągnąć poziom jakiegoś zalążka pozytywnej relacyjności. Poza tym trzeba sobie uzmysłowić, że kiedy mówimy o relacjach, nie określamy ich w kategoriach etycznych - moje JA funkcjonuje wobec TY również w relacyjności etycznie negatywnej. Tak więc stajemy wobec podwójnego dylematu - JA rozpada się w wyniku: 1) ograniczenia jakichkolwiek relacji z TY; 2) negatywnych relacji z TY.

Eckhartomistic napisał:
Nawet w przypadku Człowieka - "warzywo" nie wiemy czy tej relacyjności nie ma na jakimś niezbadanym poziomie - nie wiem. Brakuje chyba w ankiecie - "nie jestem pewien".


Słuszne spostrzeżenie. Spróbuję dodać tę opcję (tylko nie wiem, czy to dopuszczalne, by dodawać opcję w trakcie trwającej już sondy). Ale zwróciłeś też uwagę (oprócz wcześniej omówionej już kwestii – niezwykle ważnej dla wątku) na rzecz inną, wchodzącą w problemy natury klinicznej. Niedawno miałem kontakt z osobą, u której pojawiają się wyraźne symptomy schizofrenii (choroby w naszym społeczeństwie coraz bardziej powszechnej!). Zauważyłem, że problem ten dotyka osób o większej wrażliwości i refleksyjności (być może za mało mam danych, ale wszystkie dotychczas spotkane osoby należą do takich). Zerwanie więzów relacyjnych zachodzi tu niejako w dwóch kierunkach: 1) oderwanie od racjonalno-empirycznej rzeczywistości osoby chorej, 2) ucieczka osób otaczających od osoby dotkniętej chorobą. Dochodzi do efektu sprzężenia zwrotnego – im bardziej inni się oddalają, tym większe wyobcowanie osoby chorej sprawia, że tworzy ona własny, wewnętrzny świat. W pewnym momencie zerwane zostają wszystkie mosty, co uniemożliwia jakiekolwiek porozumienie – aby nie dopuścić do tak krytycznego stanu, niezwykle ważne jest podtrzymywanie relacyjności – myślę, że również próba wchodzenia w wewnętrzne doznania tej osoby, aby nie czuła się z tym osamotniona. Nie chodzi o przytakiwanie urojeniom, ale o wspólne dociekanie ich natury i poważna o nich rozmowa.

Daniel napisał:
Relacje pomiędzy JA i TY wyłącznie we wzajemnym odniesieniu, to sprzężenie zwrotne. Tworzą więc jeden byt silnie ze sobą związany i wzajemnie się uzupełniający. Gdy jedna strona daje, to druga przyjmuje za obopólną zgodą. To te relacje są podstawą relacji władcy i poddanego. (...) Nie tylko wyobrażam sobie świat bez takich relacji, ale uważam te relacje jako podstawowy grzech wobec Boga.


W tym ostatnim zdaniu znajduję niesamowicie intrygującą tezę! Prosiłbym Cię Danielu, o rozwinięcie myśli. W pełni zgadzam się z Tobą, że relacyjność możliwa jest tylko w budowaniu dwustronnym. Jeśli most nie będzie miał przęsła na drugim brzegu, nigdy obu brzegów ze sobą nie połączy. Zatem o tyle jestem niewolnikiem, o ile komuś przyzwalam być nade mną panem. O tyle kocham, o ile pozwalam siebie kochać. Jak natomiast mam rozumieć rozwijanie tych relacji w kategoriach grzechu? Czyżbyśmy mieli dążyć do stanu absolutnej integralności i niezależności, a tym samym do całkowitej alienacji? A może chodziło Ci o niezależność człowieka względem prób narzucania przez innych swojej władzy i swojego zdania?...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1300
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:27, 10 Maj 2012    Temat postu:

Beszad napisał:
W tym ostatnim zdaniu znajduję niesamowicie intrygującą tezę! Prosiłbym Cię Danielu, o rozwinięcie myśli. W pełni zgadzam się z Tobą, że relacyjność możliwa jest tylko w budowaniu dwustronnym. Jeśli most nie będzie miał przęsła na drugim brzegu, nigdy obu brzegów ze sobą nie połączy. Zatem o tyle jestem niewolnikiem, o ile komuś przyzwalam być nade mną panem. O tyle kocham, o ile pozwalam siebie kochać. Jak natomiast mam rozumieć rozwijanie tych relacji w kategoriach grzechu? Czyżbyśmy mieli dążyć do stanu absolutnej integralności i niezależności, a tym samym do całkowitej alienacji? A może chodziło Ci o niezależność człowieka względem prób narzucania przez innych swojej władzy i swojego zdania?...


To co jest nie pojęte, w zasadzie jest bardzo proste. Najważniejszą i jedyną relacją jaką ma mieć człowiek, to jest relacja z Bogiem. Do tej relacji człowiek musi niestety dojrzeć, bo ona wymaga wolnej woli, a ta wynika ze świadomości. Człowiek musi odróżniać dobro od zła i świadomie wybierać dobro. Wybór przypadkowy, wymuszony czy z braku wiedzy nie spełnia tych wymogów. Dlatego dziecko długo pozostaje w relacji z ojcem (głową rodziny) i poprzez niego jest w relacji z Bogiem, jeżeli on już w tą relację wszedł.
Tylko człowiek dojrzały do człowieczeństwa może wejść relację z Bogiem, a ta powodują tak ogromne przeobrażenie, że obserwator zewnętrzny nie jest wstanie stwierdzić czy człowiek stał się Bogiem, czy Bóg stał się człowiekiem. Jedno jest istotne, że w tej relacji tylko człowiek jest widoczny i nie sposób go nie zauważyć i odróżnić, gdyż jego emisja dobra jest widzialna nawet bez patrzenia. Przenika każdego aż do szpiku kości. Jeżeli więc i my zapragniemy wejść w relacje z tym widzialnym człowiekiem, to nie wejdziemy w relacje z nim jako człowiekiem, tylko z Bogiem. Człowiekowi nie wolno być poddanym drugiego człowieka, nie może też przejmować władzy nad drugim, bo z Dekalogu jasno wynika, że jedynym Panem dla człowieka jest Bóg. Teraz to tylko trzeba uzmysłowić i poukładać.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 617
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:38, 10 Maj 2012    Temat postu:

Daniel napisał:
To co jest nie pojęte, w zasadzie jest bardzo proste. Najważniejszą i jedyną relacją jaką ma mieć człowiek, to jest relacja z Bogiem. Do tej relacji człowiek musi niestety dojrzeć, bo ona wymaga wolnej woli, a ta wynika ze świadomości. Człowiek musi odróżniać dobro od zła i świadomie wybierać dobro.


Jakkolwiek rozumiem i akceptuję Twoje zdanie o dążeniu do żywej relacji z Bogiem, której nie powinny przysłaniać relacje międzyludzkie, to już o wiele trudniej jest mi zrozumieć wyżej cytowane słowa, że JEDYNĄ relacją ma być dla człowieka relacja z Bogiem. Przecież pełnić dobro możemy tylko wobec drugiego człowieka, w nim właśnie odnajdując obecność Boga. Czy można pełnić dobro w oderwaniu od drugiej osoby?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1300
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:24, 10 Maj 2012    Temat postu:

Nie sposób być dobrym bez kontaktu z innymi ludźmi. To poprzez relacje z nimi określamy się ze swoim wyborem miedzy dobrem, a złem. Lecz celem naszych działań nie jest dobro nasze jak i też żadnego z ludzi, dlatego relacje na dzisiejszym poziomie są tu siedliskiem zła. Wybierając Boga deklarujemy się służyć dobru najwyższemu, a dopiero z tego wynikają relacje pośrednie braterstwa między ludźmi. Tylko w ten sposób nikt dla nikogo nie jest panem i nikt nikomu nie służy. Dobro skierowane w stronę człowieka nie jest w zasadzie skierowane do niego, tylko do tego, z którym jest związany. Czynimy dobro nie dlatego, że drugi człowiek go potrzebuje, tylko dlatego, że Bóg tego wymaga. Wtedy jest bez znaczenia jaki człowiek był i czy był naszym wrogiem czy przyjacielem. Wszystko mu będzie wybaczone gdy tylko zawierzy i zwiąże się z Bogiem.

Bo droga do Boga jest bardzo kręta i przeplatana złem. Nie sposób jednak wybrać dobro, nie będąc wcześniej po stronie zła. Dopiero jak zło doświadczymy wyraziście, to wtedy odrzucenie go, będzie prawdziwym aktem naszej woli. Przeciwnik dobrze znany nie ma już szans na zwycięstwo i zostanie na zawsze pokonany. Dlatego tak cenny jest grzesznik wracający do Pana.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
kapitanHook
Gość






PostWysłany: Nie 21:55, 19 Sie 2012    Temat postu: Wartościowanie racji, spory czy cós...

Cześć,...
nie jestem stałym forumowiczem. Nie jestem też studentem filozofii i dlatego potrzebuję waszej pomocy. Rozmawialiście tu o Ja i Ty i tak sobie pomyślałem, że to najbliżej tego o co mnie interesuje.
Otóż, szukam jakiejś literatury najlepiej po polsku ale niekoniecznie, na temat wartościowania. Ale nie ogólnie tylko raczej na styku filozofii i .....chyba etyki, a może cybernetyki??? Właśnie tego nie wiem. Chodzi mi o konkretną modelową sytuację, w której dwie osoby X i Y mają ..... konflikt interesów. Jedna chce czegoś, a druga tego nie chce. I wszystko by było OK gdyby nie to, że nie jest możliwe rozseparowanie tych dwóch pragnień. Powiedzmy, że X chce mieć zdjęcie z Y a Y nie. I teraz to co mnie interesuje to system wartości w jakim należy rozstrzygnąć taki spór. Jak do tego podejść, czym się kierować? Dlaczego racje X miały by być ważniejsze niż racje Y ? Może przykład zły, ale w każdym razie, to co mnie interesuje to wartościowanie argumentów, czy też racji. I nie bez powodu mówię o wartościowaniu, bo przecież na pierwszy rzut oka liczy się wolność osobista, więc rację ma Y, bo to on nie chce być na zdjęciu. Ale jeśli dla X wolność osobista nie jest wartościowa, oczywicie w sposób konsekwenty (włączając siebie) to czy to nie on ma rację? Czy to można nazwać konfliktem systemów wartości, a jeśli tak to co na to filozofia jednostki i gdzie o tym czytać?
Pozdrawiam
kapitanHook
Powrót do góry
Gość







PostWysłany: Nie 22:09, 19 Sie 2012    Temat postu:

Aha, Daniel, zdefiniuj dobro to pogadamy.
W tym co mówisz, jest tylko JEDNA mądra rzecz, tak aby rozumieć dobro trzeba najpierw być po stronie zła, ale ....czy TY byłeś tam, i skąd wiesz że to było zło?
Powrót do góry
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 617
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 9:39, 20 Sie 2012    Temat postu:

kapitanHook napisał:
Powiedzmy, że X chce mieć zdjęcie z Y a Y nie. I teraz to co mnie interesuje to system wartości w jakim należy rozstrzygnąć taki spór. Jak do tego podejść, czym się kierować? Dlaczego racje X miały by być ważniejsze niż racje Y ? Może przykład zły, ale w każdym razie, to co mnie interesuje to wartościowanie argumentów, czy też racji.


Przykład bardzo dobry, bo pokazujący na dość prostej i prozaicznej sytuacji coś, co odnosi się do znacznie głębszych problemów relacyjnych. Mianowicie pozwalający ustosunkować się do konfliktu między WOLNOŚCIĄ jednostki, a WSPÓLNOTOWOŚCIĄ jakiejś zbiorowości. Podchodząc do tego przykładu wyłącznie na płaszczyźnie dosłownej, psychologicznej, sprawa jest dość jednoznaczna - jeśli Y nie chce zdjęcia wspólnego, powinienem to uszanować. Jednak załóżmy, że Y należy do rodziny Z, która chce wykonać zdjęcie dokumentujące całą wspólnotę rodzinną. Pan X jest ojcem rodziny, który próbuje namówić Y do uczestnictwa w tym chwalebnym przedsięwzięciu. Oczywiście nie zmusi go do ustawienia się przed obiektywem, ale czy nie stanęlibyśmy wówczas po stronie perswadującego X-sińskiego?

Podobne problemy rozgrywają się na co dzień - nie tylko na płaszczyźnie życia rodzinnego, ale także w każdej społeczności. Szczególnie odczuwalne są w rzeczywistości polskiej, którą tworzy społeczeństwo indywidualistów! Wink Nasunął mi się teraz przykład osoby, która w przebraniu motylka zakłócała procesję Bożego Ciała. Ten człowiek chciał zamanifestować swą wolność, ale osoby uczestniczące w przeżyciu religijnym mogły się poczuć dotknięte w ich odczuciu - niestosownością ubrania i zachowania. Sam jestem katolikiem - mam jednak mieszane odczucia względem takich publicznie nagłaśnianych manifestacji wiary, bo przecież ten "motylek" mógł dotąd co roku "przeżywać" ową procesję w swym mieszkaniu, słuchając modlitw z megafonu - ale w tej sytuacji odbierając je jako coś obcego, narzucanego siłą. W końcu postanowił po swojemu zamanifestować swoją obecność. No i mamy dylemat nie tak łatwy do rozwiązania: z jednej strony wolność, z drugiej jakiś tradycyjny "porządek", przez wieki ustalony. Co jest ważniejsze?...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1300
Przeczytał: 16 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 12:55, 21 Sie 2012    Temat postu:

Zło to nie jest jakaś siła działająca w określonym porządku. Zło to brak tego porządku, to brak dobra. Tam gdzie tego dobra nie znajdujemy, to potocznie stwierdzamy, że panoszy się zło. Nie ma innej drogi jak droga ku dobru, ale zawsze zmierzamy ku większej kumulacji dobra od stanu gdzie go nie ma całkowicie lub jest w niewielkich ilościach. Czyli początek jest od zła, który jest brakiem dobra.

Beszad, nie istniej coś takiego jak społeczeństwo indywidualistów. Społeczeństwo jest wspólnotą opartą o jakąś skalę wartości, a luźny zbiór indywidualistów nie tworzy żadnej wspólnoty, bo każdy ma własną skalę wartości. Problem, który przedstawił kapitanHook jest nie do rozstrzygnięcia, bo nie da się definitywnie stwierdzić, który byt ze swoimi wartościami jest ważniejszy. Dopiero jak zaczną tworzyć wspólnotę opartą o wartości wspólne, to dopiero wtedy mając skale porównawczą możemy wydawać sądy zgodności wartości indywidualnych z wartościami wspólnymi. Nie utworzą jednak wspólnoty indywidualiści, dopóki każdy z nich nie porzuci części siebie i nie dopuści do siebie wartości będących na wyższym poziomie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 617
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 13:01, 21 Sie 2012    Temat postu:

Daniel napisał:
Beszad, nie istniej coś takiego jak społeczeństwo indywidualistów. Społeczeństwo jest wspólnotą opartą o jakąś skalę wartości, a luźny zbiór indywidualistów nie tworzy żadnej wspólnoty, bo każdy ma własną skalę wartości.


Widzę, że operujesz tu, Danielu, nieco odmiennym pojęciem społeczeństwa. Osobiście bardzo mocno rozróżniam więzy społeczne od wspólnotowych. Pierwsze dotyczą struktur zewnętrznych, które nas łączą - drugie są oparte na wartościach uwspólnionych wewnętrznie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Aksjologia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin