Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Czy możliwe jest poznanie siebie?
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Epistemologia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:55, 09 Paź 2012    Temat postu: Czy możliwe jest poznanie siebie?

Czy uważasz, że możesz osiągnąć poznanie siebie, które będzie zupełne i adekwatne do doświadczenia i do twoich oczekiwań?

Ogólnie nauka twierdzi, że nie jest to możliwe, choć nie ma to dowodów. Takie zagadnienie, z tego, co się orientuję, nie jest nawet poważnie rozważane w nauce. Ale można tu zapytać, co robi filozofia i psychologia, jeśli nie ‘poznanie siebie’, poznanie filozofującego człowieka, psyche. Albo znamy „Poznaj siebie!” pochodzące choćby od Sokratesa czy św. Augustyna.

Kiedy spoglądamy w lustro dokonujemy aktu poznawczego, coś o sobie poznajemy. Dzieje się to także ze strony doświadczenia, gdy starając się uczynić coś, nie udaje się to. Dowiadujemy się, że coś z naszą wiedzą o nas i doświadczeniu jest nie tak. Poznajemy także siebie dzięki pośrednictwu innych ludzi, gdy ci mówią nam coś o nas lub radzą coś lepszego, wskazując tym, że wiedzą, co dla nas dobre. Jakby mówili, że jest jakaś ogólna wiedza o człowieku, Prawda i Dobro odpowiednie dla każdego, ‘poznanie siebie’ na ileś już jasne i wiadome. Poznajemy także siebie w „czystych” aktach refleksji, gdy się nad sobą namyślamy w oderwaniu od doświadczenia.

W każdym z tych przypadków coś o sobie poznajemy, zbieramy „ziarnko do ziarnka”. Dzięki temu „zbieractwu” wiemy o sobie w późniejszym i nawet aktualnym wieku więcej. Wiemy wciąż lepiej, co sprawia nam przyjemność, czego szukamy, a czego unikamy. Zbierając o sobie wiedzę wiemy wciąż więcej o tym, do czego jesteśmy zdolni, co potrafimy. Zdobywana wiedza pozwala nam dokonywać coraz lepszych i trafniejszych wyborów, w których unikamy tego, czego nie chcemy, a co poznaliśmy jako takie wcześniej. Potrafimy w ten sposób osiągnąć coś lepiej i przyjemniej niż, na przykład za pierwszym razem, kiedy się jeszcze „potykaliśmy”.

Jak to w końcu jest, czy zbierając „ziarnka” o sobie i w procesie życia, budując opinię o sobie, i będąc przy tym obiektywnymi, starając się nie okłamywać samych siebie, ba, nawet świadomie odszukując w sobie sytuacje, treści, w których siebie okłamujemy. Czy możemy tak sięgnąć wreszcie poznania siebie?

Czy istnieje poznanie siebie, które jest formą zupełnego i pewnego rezultatu (wiedzy pochodzącej z…) procesu poznawania siebie? Stan, w którym osiąga się pewną zupełność wiedzy o sobie i pewność, że wiedza ta jest prawdziwa?
I wreszcie, czy takie poznanie siebie jest Wyzwoleniem (od…) i (dojściem do…) Szczęściem?

Czy możesz poznać siebie?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Dawid




Dołączył: 22 Wrz 2012
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Śro 19:23, 10 Paź 2012    Temat postu:

co rozumiesz przez samopoznanie?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:53, 10 Paź 2012    Temat postu:

To czy możesz osiągnąć Szczęście, jak to zrobić, i to zrobić.
Choć to odpowiedź dość odległa, można ją uzupełnić: poznać kim się jest, jaką się ma naturę, czego naprawdę pragnie się, tak najszczerzej, „na samym dnie siebie”, dowiedzieć się wszystkiego o sobie i swoich możliwościach i w sposób pewny, i mieć to wszystko zrealizowane. To bardzo ogólnie ‘poznać siebie’.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
midorinohi




Dołączył: 23 Gru 2011
Posty: 19
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 14:40, 11 Paź 2012    Temat postu:

Dokładnie osiągnąć poznanie siebie nie jesteśmy w stanie bo o ile dobrze mi wiadomo człowiek to jedna wielka zmienna która jest pozbawiona granic więc nie jesteśmy w żaden sposób w stanie dowiedzieć się wszystkiego o sobie, jednak! Możemy ciągle poszerzać swoją wiedzę i pracować nad sobą czyli coś na zasadzie wiecznego treningu. Wszystkie te procesy chemiczne, możliwości naszych mięśni, wyobraźni, trafność przeczucia ale i naturalne, niekontrolowane reakcje... cała gama niesamowitych tematów które można w sobie rozwijać Smile Z punktu widzenia psychologii każdy kolejny sukces podczas pracy nad sobą, każdy kolejny rozwalony mur który pozostawiamy za sobą wywołuje w nas przypływ wiary w siebie i swoje możliwości co automatycznie wywołuje w nas radość. Tutaj dużo zależy też od naszego podejścia. Jeżeli nie interesujemy się rozwojem to nawet jeżeli czynimy postępy nie zwracamy na to uwagi jednak pracując nad sobą mając za cel poprawę stanu to każdy sukces wywołuje radość. Zaś co do samych granic naszych możliwości poznania - to wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas. Niektórzy na pewnym etapie natrafiają na sytuacje które wydają się bez wyjścia co wskazuje na to, że granice naszych możliwości zostały osiągnięte jednak mylą się. Gdyby nie nasz rozum i pewne ograniczenia bylibyśmy w stanie rzucać samochodami Wink oczywiście nie twierdze, że bez uszczerbku na zdrowiu ale jednak. Kiedy mamy zdrętwiałą rękę jesteśmy w stanie zrobić z nią rzeczy do których w przypadku normalnego (naturalnego) stanu nie dopuści odczucie bólu (w granicach rozsądku oczywiście). Każdy ma granicę i sztuką jest nie dochodzić do nich dzięki ciężkiej pracy jednak brać je na barki i iść z nimi jeszcze dalej. Jednak aby było to możliwe i nie wywołało nieprzyjemnych efektów musimy najpierw w pewnym stopniu poznać siebie.
Z pojęciem rozwoju i poznania siebie spotkałem się przy okazji pierwszego kontaktu ze sztuką przemieszczania się "parkour" gdzie filozofia zawarta w tym niby-sporcie a dokładnie stylu życia urzekła mnie i nauczyła, że granica to jedynie hologram niezniszczalnej ściany rzucany przez nasz strach.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 20:07, 11 Paź 2012    Temat postu:

Midorinohi napisał:
poznanie siebie nie jesteśmy w stanie bo o ile dobrze mi wiadomo człowiek to jedna wielka zmienna która jest pozbawiona granic więc nie jesteśmy w żaden sposób w stanie dowiedzieć się wszystkiego o sobie

Mamy też jedną stałą – samoświadomość, wygląda na to, że ma potencjał do nieskończoności, więc potrafi rozwijać się i poznawać w nieskończoność.

Cytat:
że granica to jedynie hologram niezniszczalnej ściany rzucany przez nasz strach.

W pewnym sensie tak, ale trzeba to lepiej zrozumieć, aby nie przesadzić i nie pomylić się. Ponadto w poznaniu siebie nie ma walki, jest takie poznanie, ażeby zrozumieć jak to jest, aby osiągać najlepsze bez przemocy, łatwo, ażeby siebie nie krzywdzić. Bo właśnie z poznania siebie wynika, że chcemy się czuć dobrze, nie krzywdzić nadmiernym wysiłkiem, „tarciem” z czymś.

Jednak, poznanie siebie, jako poznanie ciała, to rzecz wtórna w procesie poznania siebie, choć wygląda jakby występowała pierwsza. Zauważasz zapewne, że wszyscy ludzie najpierw uzyskują styczność ze swoim ciałem, robią przeróżne rzeczy podczas życia i poznają jego możliwości. Może zauważasz również, że poznanie ciała można potraktować jako coś niższego, bowiem zastanawiając się nad swoim ciałem możesz spostrzec, że jest ktoś kto się zastanawia – Umysł. Zauważasz również, że to ty-umysł-mentalność tworzysz wszystkie zachowania, pomysły, opinie, sądy, emocje, narzucasz, ty-umysł-świadomość, wolę swojemu ciału. Zatem jego zachowania są wtórne wobec myśli. Dlatego w wyższym sensie niż poznanie siebie-ciała jest poznanie siebie - ‘poznającej świadomości’. To następuje właśnie przez oglądanie, cały proces oglądania siebie jako świadomości, którą właśnie wszystko poznaje się. Wtedy, gdy zaglądamy we własny umysł ujawniają się nam czytelniej nasze myśli, odczucia, etc. I tu właśnie poznanie pozwala podnieść poziom rozważań, łatwiej dojść, bez ewentualnego błędu wykonanego ciałem, do tego, co jest dla nas lepsze. Tu poznanie rozumiem, jako najważniejsze poznanie siebie, bo ciało, to wiesz, zmienia się i my nie jesteśmy nim. Bo gdy spostrzegasz swoją obecność w ciele w różnych miejscach, to spostrzegasz, że obecny jesteś w nim w różny sposób. Inaczej jesteś w swoich nogach, inaczej w rękach, inaczej czujesz siebie w swoim brzuchu, a zupełnie inaczej w swojej głowie. A jeszcze inaczej spostrzegasz siebie jako umysł, jako tę świadomość, którą czytasz postawione tu dla ciebie moje litery, TO jest podmiot, i przedmiot poznania.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:09, 16 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:
Bo gdy spostrzegasz swoją obecność w ciele w różnych miejscach, to spostrzegasz, że obecny jesteś w nim w różny sposób. Inaczej jesteś w swoich nogach, inaczej w rękach, inaczej czujesz siebie w swoim brzuchu, a zupełnie inaczej w swojej głowie. A jeszcze inaczej spostrzegasz siebie jako umysł, jako tę świadomość, którą czytasz postawione tu dla ciebie moje litery, TO jest podmiot, i przedmiot poznania.


To ciekawe, że człowiek zyskał możliwość wyjścia poza identyfikację z własnym ciałem. Pamiętam, że w młodości bardzo się bałem dentysty. Lęk ten minął dopiero wtedy, gdy postanowiłem całą swojką świadomością stanąć niejako obok swego ciała. Na fotelu zostawiałem wówczas bezwładną materię mojego "ja", sam obserwując się jakby z boku. Oczywiście nadal odczuwałem ból, ale w tym bólu nie było już lęku. Zastanawiam się nawet, czy taki ból jest tożsamy z cierpieniem?...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 1:16, 17 Paź 2012    Temat postu:

http://www.filozofia.fora.pl/etyka,2/przyczyna-cierpienia,2216-45.html#37541
Przeniosłem, bo piszemy ten sam temat.
Beszad napisał:
mk napisał:

... pozawalamy zdominować się refleksji, w której we własnym milczeniu pozwalamy w pełni rozgrywać się doświadczeniu, poznajemy je obiektywnie a przez to także siebie. Ale to nie jest bierność, spójrz jaką napiętą masz wtedy świadomość, gdy tak robisz.

Spojrzałem (w głąb siebie) i nie widzę "napiętej" świadomości. Stan taki określiłbym raczej słowem OTWARCIE niż napięcie. No ale nie chce się czepiać słów, bo wiem, co masz na myśli i zgadzam się, że nie może być ZUPEŁNEJ bierności tam, gdzie człowiek podejmuje jakiś wybór (nawet jeśli jest on zwrócony w pełni do swojego wnętrza). Przy okazji widzimy, jak pozorny charakter może mieć różnica między ludźmi - tylko dlatego, że używamy innych pojęć, a te wypływają z innych
skojarzeń (choć mówimy dokładnie o tym samym).


Ta praaktywność to intencjonalność, pojawia się pierwsza, po niej jej świadomość, wiemy czego chcemy, a także i że chcemy. Z napięciem chodzi z kolei o to, że patrząc na świadomość jak na wypowiedzianą przez ciebie otwartość, możesz spostrzec, porównać tę otwartość do tafli wody-świadomości, ta tafla jest napięta, "płasko", bo z rezerwą wobec przedmiotu oglądu, rozpościera się wobec, jest szeroko rozpięta, tworzy otwartość. Takie wyobrażenie wydaje się bliskie.

Beszad napisał:
To ciekawe, że człowiek zyskał możliwość wyjścia poza identyfikację z własnym ciałem. Pamiętam, że w młodości bardzo się bałem dentysty. Lęk ten minął dopiero wtedy, gdy postanowiłem całą swojką świadomością stanąć niejako obok swego ciała. Na fotelu zostawiałem wówczas bezwładną materię mojego "ja",
sam obserwując się jakby z boku. Oczywiście nadal odczuwałem ból, ale w tym bólu nie było już lęku. Zastanawiam się nawet, czy taki ból jest tożsamy z cierpieniem?...


Na wszystko możesz spojrzeć chłodnym okiem i wtedy nie boli lub może, jeśli nie boli, nie ma cierpienia, mamy wtedy obiektywny stan bez komentarza. Jak wywrócenie się drzewa, wyłączenie się czajnika z gotującą wodą, zmiana światła ulicznego,etc., wtedy wychodzi obserwator, ten poznający i ten, który ma być (samo)poznany. To właśnie zawdzięczasz refleksji, że gdy milkniesz w słowach, czynach, myślach i emocjach, wtedy masz napiętą świadomość i to widać, i można to poznawać. Dzięki temu można bardzo wiele poznać o tym piszę w książce.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 8:25, 17 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:
To właśnie zawdzięczasz refleksji, że gdy milkniesz w słowach, czynach, myślach i emocjach, wtedy masz napiętą świadomość i to widać, i można to poznawać. Dzięki temu można bardzo wiele poznać o tym piszę w książce.


Pozwól, Marcinie, że jeszcze przez chwilę uczepię się tej naszej różnicy w określeniach stanu świadomości: napięta / otwarta. Wczoraj pisałem, że to tylko kwestia skojarzeń - i nadal tak twierdzę. Skojarzenia jednak mogą prowadzić na różne drogi poszukiwań i myślę, że właśnie tutaj mamy do czynienia z takim przypadkiem skojarzeniowego "rozdroża".

Aby bardziej przybliżyć moje stanowisko, posłużę się obrazem mitu o Heraklesie. Znamy tę tragiczną opowieść, wedle której napad szału przywiódł Heraklesa do zabicia żony i dzieci - czego potem szczerze żałował i chciał ten czyn odpokutować. Stąd się wzięło jego 12 prac, wśród których jedna miała wymowę dość znamienną. Chodziło o oczyszczenie stajni Augiasza. Herakles był najsilniejszym z wszystkich herosów, więc mógł spokojnie wymieść cały gnój z wnętrza własnymi rękami. Tymczasem on przekopuje koryto pobliskiej rzeki, przepuszczając jej wody przez stajnię. Warto tu dodać, że od wieków kluczem odczytania obrazu budynku i wody były odniesienia do duszy i oczyszczającej mocy ducha (w chrześcijaństwie do Ducha Świętego).

Dlaczego Herakles sam nie uprzątnął stajni? Myślę, że to doskonały obraz naszej różnicy skojarzeniowej - samodzielne uprzątnięcie wynikałoby z owego stanu NAPIĘCIA, bazowania wyłącznie na własnych możliwościach. Herakles wolał jednak otworzyć wnętrze stajni na działanie wody. Mamy więc symbol OTWARCIA. Nie wiem, czy udało mi się to jasno przedstawić?...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Beszad dnia Śro 8:29, 17 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:35, 17 Paź 2012    Temat postu:

Mit znany, przy czym on do otwarcia także ładnie nie pasuje, jeśliby twoje odniesienie miało być słuszne to nie można mówić o doprowadzeniu wody z rzeki, otwiera się świadomość, nie rzeka. Ten mit jest tutaj nietrafiony, może nie wszystkie przypowieści należy brać bezpośrednio, ludzie czasem rezygnują ze ścisłości na rzecz estetyki, formy. Nie wiemy też dokładnie, o co chodziło Autorowi, jeśli nie pozostawił interpretacji, niekoniecznie w sprzątaniu stajni chodzi o duszę (może chodzić o umiejętność tak łatwego i skutecznego sprzątania w ogóle). To wydaje się pasować, bo zdajemy sobie sprawę, że przydałoby się, chcielibyśmy poznanie siebie uprościć, od razu "chlusnąć" mocno poznaniem i mieć to z głowy. Potencjalnie to jest możliwe, ale aby takie duże światło poznania wpuścić w duszę i "przepłukać" ją trzebaby, aby Bóg swoją świadomością poświecił od razu mocno, dojrzałą, wzorcem samopoznania-Sobą. Wtedy by tę całą mieszankę treści jaką mamy naświetlił umożliwiając nam poznanie i rozwiązanie, bo potrzeba poznania tego, co nosimy w obu sposobach samopoznania stoi otworem. Różnica tutaj dotyczy tylko prędkości (rzeka vs. stopniowe samopoznanie), i dlatego można to bardziej zrelatywizować, bo jeśli spojrzysz z perspektywy Boga na ludzki proces samopoznania, on w świetle wieczności jawi się jako krótki, jakbyś w ułamku "czasu" jakim jest dla Boga życie człowieka przepuścił rzekę przez tę stajnię-duszę.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 14:23, 17 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:
Mit znany, przy czym on do otwarcia także ładnie nie pasuje, jeśliby twoje odniesienie miało być słuszne to nie można mówić o doprowadzeniu wody z rzeki, otwiera się świadomość, nie rzeka.


Rzeka jest dla mnie symbolem wody oczyszczającej w Duchu Świętym, czyli Bogu przechodzącym przez nasze dusze. Słusznie zauważyłeś, że nie rzeka się tu otwiera, lecz stajnia - a stajnia to stan naszej duszy, która sama z siebie niewiele może zdziałać; może się tylko otworzyć.

marcin kotasiński napisał:
Nie wiemy też dokładnie, o co chodziło Autorowi, jeśli nie pozostawił interpretacji, niekoniecznie w sprzątaniu stajni chodzi o duszę


To oczywiste, że w pierwotnej wersji tej opowieści intencja była zupełnie inna. Jednak mit ma to do siebie, że on żyje własnym życiem, nabierając coraz to nowych znaczeń. Stanowi obraz dla wyrażania wielu różnych treści. Dlatego to ode mnie zależy, jak ja go odczytam - a zaproponowałem wcześniej takie odczytanie, jak osobiście to czuję.

marcin kotasiński napisał:
Różnica tutaj dotyczy tylko prędkości (rzeka vs. stopniowe samopoznanie), i dlatego można to bardziej zrelatywizować, bo jeśli spojrzysz z perspektywy Boga na ludzki proces samopoznania, on w świetle wieczności jawi się jako krótki, jakbyś w ułamku "czasu" jakim jest dla Boga życie człowieka przepuścił rzekę przez tę stajnię-duszę.


Niezupełnie zgodzę się z pierwszą częścią tego akapitu. Mianowicie zasadniczą różnicę widzę nie tyle w SILE przepływu, ile w ZEWNĘTRZNEJ naturze strumienia. Muszę tu od razu zaznaczyć, słowo "zewnętrzna" rozumiem nie w znaczeniu umiejscowienia (bo wszystko rozgrywa się w głębi mojego serca), lecz w kategoriach oddzielenia mojej woli od ingerencji samego Boga - to on jest tą Rzeką, która oczyszcza i użyźnia, w zależności od potrzeby... Natomiast pełną zgodę wyrażam na ostatnie Twoje słowa - czas w tym odniesieniu jest zupełnie względny.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 1:22, 18 Paź 2012    Temat postu:

Beszad napisał:
Rzeka jest dla mnie symbolem wody oczyszczającej w Duchu Świętym, czyli Bogu przechodzącym przez nasze dusze. Słusznie zauważyłeś, że nie rzeka się tu otwiera, lecz stajnia - a stajnia to stan naszej duszy, która sama z siebie niewiele może zdziałać; może się tylko otworzyć.

Wiesz, jeśli się upierać, to stajnia potrzebuje odźwiernego-Heraklesa, samo się nie zrobi, nie zwalaj roboty na Boga, On jest przykładem-wzorem i wspierającym.

Cytat:
Niezupełnie zgodzę się z pierwszą częścią tego akapitu. Mianowicie zasadniczą różnicę widzę nie tyle w SILE przepływu, ile w ZEWNĘTRZNEJ naturze strumienia. Muszę tu od razu zaznaczyć, słowo "zewnętrzna" rozumiem nie w znaczeniu umiejscowienia (bo wszystko rozgrywa się w głębi mojego serca), lecz w kategoriach oddzielenia mojej woli od ingerencji samego Boga - to on jest tą Rzeką, która oczyszcza i użyźnia, w zależności od potrzeby... Natomiast pełną zgodę wyrażam na ostatnie Twoje słowa - czas w tym odniesieniu jest zupełnie względny.

Bóg to wzór samopoznania, to samopoznanie w szczycie, najwyższym wyrazie, Akt absolutny. Człowiek odczytuje ten akt, jako stan zupełny, i to człowiek jest stroną dynamiczną tej relacji, on realizuje w sobie Boga, akt szczytu samopoznania. W tym sensie Bóg pomaga zasadniczo i od Niego samopoznanie człowieka zależy, bo jest wyznacznikiem samopoznania, celem samym w sobie, dla siebie i dla człowieka. Ponad to może dojść do objawienia wiedzy, i tak też pomaga, gdy jednostka odpowiednio się stara.

Ale wróć uwagę na to, że sam mit, jest tylko obrazem tego, co ma dokonać człowiek, ważniejsze jest, i o tym jest szczególnie mało powiedziane, gdziekolwiek, jak przeprowadzić ze sobą, na sobie proces samopoznania?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 8:30, 18 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:

Wiesz, jeśli się upierać, to stajnia potrzebuje odźwiernego-Heraklesa, samo się nie zrobi, nie zwalaj roboty na Boga, On jest przykładem-wzorem i wspierającym.


Sam wcześniej pisałeś, że nie można do wszystkiego tak dosłownie się odnosić. Mity stanowią obraz "urywany" - nie są jakimś spójnym systemem, gdzie jedno z drugiego musi wynikać. Odźwiernym Twojego serca możesz być tylko Ty sam. I według mnie to właśnie jest najważniejszą aktywnością człowieka.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Beszad dnia Czw 8:30, 18 Paź 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 15:16, 18 Paź 2012    Temat postu:

Beszad, co nowego wnosi do zagadnienia samopoznania ten mit, że tak starasz się go analizować? Nie liczyłbym na coś odkrywczego.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 16:01, 18 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:
Beszad, co nowego wnosi do zagadnienia samopoznania ten mit, że tak starasz się go analizować? Nie liczyłbym na coś odkrywczego.


To był tylko przykład, wcale nie obstaję przy tym, że musi on być czytelny dla każdego. Przy okazji dotarliśmy do punktu, który pokazuje inne ciekawe zagadnienie epistemologiczne, które wpisane jest w naszą subiektywność (choć wiem, że na tym forum przeważają zwolennicy prawdy obiektywnej - i w pewnym zakresie sam się do nich zaliczam, jednak subiektywizm uznaję za ważny składnik naszej drogi). A zagadnienie, które mam na myśli, stanowi wewnętrzną interpretację sytuacji (obojętnie czy to będzie zdarzenie obiektywne, czy mit - czyli społecznie utrwalony obraz subiektywny). Otóż ta wewnętrzna interpretacja zawsze będzie w jakimś osamotnieniu względem innych. To nieodłączna składowa naszej alienacji, przez którą musimy się przedzierać, wchodząc w dialog. Nie mogę mieć Ci za złe, że nie akceptujesz mojej wizji, bo chyba nigdy do końca nie będę potrafił jej dokładnie przekazać - tak jak Ty nie będziesz umiał przekazać swojej. Jednak sama świadomość, że tak jest, powinna nas łączyć. Czuję się bliżej Ciebie przez sam fakt, że próbujesz mnie zrozumieć (nawet gdy się to nie uda). Ponadto żyję nadzieją, że choć dziś porozumienie może nie być możliwe, ziarno pod jego zasiew już zostało rzucone. Smile Czasem więc pozostaje tylko, cierpliwie czekać, Marcinie, a kiedyś te nasze zardzewiałe wrota zostaną otwarte...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 3:33, 19 Paź 2012    Temat postu:

Beszad napisał:

 Otóż ta wewnętrzna interpretacja zawsze będzie w jakimś osamotnieniu względem innych. 



Nasze interpretacje, czy to osobiste, czy te bardziej zobiektywizowane, społeczne, kulturowe, wyrażane w obyczaju, mice, tradycji, obiektywizują się na różny sposób przez doświadczenie. Tak choćby przez naszą rozmowę, w której dochodzimy do jakichś elementów obiektywnych, łączących nasze opinie. Czy właśnie przez jakiś wspólne zachowania społeczne, tradycję, podobne rozumienie pewnych zagadnień, w tym mitów. Obiektywizacja jest przekraczaniem subiektywizmu w każdym wymiarze, procesem samopoznawania, bo wszystkie te sprawy dotyczą nas, zarówno społecznie jak i przeżywane są przez jednostki, mówimy przecież o tym, co żeśmy sobie samodzielnie pomyśleli. Obiektywizacja w każdym wymiarze jest o tyle procesem samopoznania, że poznając, weryfikując swoje postawy, interpretacje życia w doświadczeniach wszelakich, wybieramy to, co obiektywne, bo sprawdza się. Właśnie zarówno w zakresie jednostki, "osobowym", jak i w naszym życiu społecznym, łączy nas, dochodzimy do zgody na gruncie tego, co wspólne. Świadczy to wszystko o postępie poznawczym, bo z każdym doświadczeniem wiemy o sobie coraz więcej, o tym, co nam służy, jaka interpretacja życia w jego poszczególnych zagadnieniach jest lepsza. Te subiektywne interpretacje ulegają właśnie przekraczaniu przez obiektywizację, to jest proces samopoznawania rozumiany jednostkowo i społecznie, cywilizacyjnie, poznajemy siebie coraz lepiej i się łączymy, odnajdujemy tożsamość ze sobą w obiektywnym, które staje się "subiektywnym" tym sposobem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Epistemologia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin