Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Na ile Rzeczywistość może być niemożliwa?

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Epistemologia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Piotr Rokubungi




Dołączył: 25 Maj 2017
Posty: 221
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Polska, Pomorze Zachodnie
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 14:02, 26 Maj 2017    Temat postu: Na ile Rzeczywistość może być niemożliwa?

Zacznę od tego, że zakładam, iż świadomość człowieka, czy nawet szerzej- jego psychika- oddziałuje z otoczeniem, z pozostałymi fenomenami w pewien tylko "ograniczony" sposób; czyli, że poza zjawiskami postrzeganymi może zachodzić jeszcze mnóstwo innych. I tu leży problem, o którym w tym wpisie traktuję i proszę o ewentualna pomoc w jego rozwikłaniu. Bowiem ile jeszcze tych innych zjawisk, oddziaływań może zachodzić, poza możliwymi do spostrzegania przez człowieka, a tym bardziej możliwymi do doznawania, rozpoznawania świadomego? Wiadomo jakoby, że w fizyce obowiązują pewne reguły, zasady, również zakazy. Ale podkreślam i jeszcze raz zwracam na to uwagę, iż w fizyce, czyli w opisie, interpretacji, wyobrażeniu otoczenia, a nie w otoczeniu. A jeszcze dokładniej i prawdziwiej rzecz ujmując: opis,-np. fizyczny- nie tylko nie jest Rzeczywistością samą w sobie, ale nie jest nawet opisem tej rzeczywistości w sposób kompletny, a może być jedynie opisem tej cząstki rzeczywistości, która dostępna jest ludzkiemu poznawaniu- czyli tylko opisem tego jedynie, jak świadomość ludzka (wespół)oddziałuje ze swym otoczeniem.
Myślę, że to jest dla niektórych na tyle oczywiste, iż nie potrzeba tu dalej uzasadniać tego założenia. Natomiast ci, którzy tego nie rozumieją i nie akceptują niech raczej "trzymają się z dala" od tego tematu...
A więc wniosek dalszy z tego taki, że to, iż coś wydaje się niemożliwe, wcale nie musi być takie, bo niemożliwością jest [tu] jedynie świadoma wiedza o informacji o tym "pozornie niemożliwym" czymś- zjawisku, zdarzeniu. Posługując się trafną i słuszną terminologią z Hipotezy Wszystkiego należałoby to zagadnienie ująć tak: To, że coś nie istnieje dla/w czyjejś świadomości, nie implikuje, iż owo coś nie może będzlować (powiedzmy, że w pewnym kontekście będzlowanie = zachodzenie).
Jeśli nadal "nadążacie" i rozumiecie, co i o czym tu piszę, to proszę dalej czytać...
Wiemy już (Kto to zrozumiał, ten wie), że nie jest wystarczającym warunkiem, dowodem zakazu będzlowania uznanie, przekonanie człowieka, że coś jest niemożliwe w jego mniemaniu. Wobec czego słuszny jest następny wniosek, iż również z wyłączeniem świadomości, "poza" nią, WSZYSTKO MOŻE BYĆ MOŻLIWE, ponieważ świadomość człowieka nie obejmuje, nie ogarnia całej Rzeczywistości, całości zjawisk. Oczywiście, np. solipsyści by się z tym nie zgodzili zupełnie, czy nawet częściowo zwolennicy idealizmu poznawczego; ale nie mogą mieć oni [akurat w tym aspekcie, pod tym względem- bo dla mnie wiele jest sensu i słuszności, prawdy w idealizmie poznawczym np.; już sporo mniej w solipsyzmie- i nie tylko tu wyjaśniam dlaczego] racji, m. in. dlatego, że takie przekonanie [jak m. in. solipsystyczne] przeczyłoby zasadzie, iż brak dowodu nie może być dowodem na brak. Co wytłumaczyłem również powyżej. Innymi słowy: niewiedza człowieka o czymś, jego brak świadomości czegoś wynika z konkretnych sposobów, na jakie oddziałuje jego świadomość z otoczeniem- mówiąc prościej: z ograniczonych możliwości [sposobów] postrzegania, a tym bardziej wyobrażania, a szczególnie doznawania, pojmowania, rozumienia; jedynie z tego. Natomiast absolutnie nie jest skutkiem, wynikiem tego, że owo coś nie będzluje! [Chociaż może być i tak, że "coś" naprawdę nie będzluje akurat- czyli nie zachodzi dany stan, lecz najczęściej tylko nie wiemy, nie zdajemy sprawy sobie, że będzluje, niż rzeczywiście nie będzluje.]
Jeśli wciąż rozumiecie, to gratuluję i "jadę" z tym dalej...

Pora, by przedstawić samo pytanie, problem, jaki- dotyczący opisywanej kwestii- doszedł do mej świadomości dopiero niedawno. CZY W SAMEJ NATURZE, PRZYRODZIE, DOKŁADNIEJ- W RZECZYWISTOŚCI ZACHODZĄ JAKIEŚ OGRANICZENIA BĘDZLOWANIA?
Problem ten wydaje się być nieomal nie do rozstrzygnięcia, ponieważ w świadomościach, w rozumach nie mamy Rzeczywistości, jako całości takiej, lecz jedynie jej "odbicie" skromne, niepełne, zniekształcone poniekąd, jej "obraz", jej opis- przetworzone informacje o informacjach o stanach Rzeczywistości [czyli interpretacje], lecz nie informacje bezpośrednio "płynące" z tych stanów, będące nimi! Jednak może da się podejść do tego- jak się wydaje nierozwiązywalnego, acz niezmiernie ważnego, podstawowego zarówno dla ontologii, jak i dla nauki w sumie również [w szczególności dla fizyki]- problemu poprzez jakieś bardziej sensowne rozumowanie, niż czyste przypuszczenia, nieomal fantazjowanie wyłącznie? Może da się odszukać w tym jakieś "punkty zaczepienia", przesłanki dla choćby słabej indukcji logicznej?..

Na razie na tym zakończę rozważania o tej kwestii [bo w tej chwili czasu i sił mi brak, by kontynuować]. Ale problem wciąż pozostaje, a kwestia otwarta. A jest to- jak już napisałem- problem niezmiernie istotny. [Poza tym, że stanowi trzon dla Hipotezy Wszystkiego.]
Proszę więc o przemyślane i sensowne sugestie, pomysły, pomoc w tym względzie. Liczę m. in. na pomoc ze strony fizyków, szczególnie w opracowywaniu, wyjaśnianiu tego, jak do ewentualnych zakazów będzlowania (zachodzenia oddziaływań, zjawisk) maja się zasady [zachowania] symetrii w fizyce...

P. s.: Później przedstawię jeszcze hipotezę doboru naturalnego oddziaływań elementarnych [czyli "poziomu kwantyfikalności" zjawisk, doboru wartości energii punktu zerowego], która przedstawiony tu problem jakoby wyjaśnia. [Ta hipoteza zawiera się również w Hipotezie Wszystkiego.] Lecz jest z takim (pseudo)wytłumaczeniem podobny problem, jak z całym tym zagadnieniem: brak poparcia w doświadczaniu, również w doświadczeniach, czy raczej obserwacjach naukowych- a to z powodu niemożności "wyjścia poza" percepcję i rozumowanie [czyli funkcje] świadomości oraz z powodu niedowodliwości braku istnienia- jak to nazywam w sensie filozoficznym głównie. (To ostatnie ma sporo wspólnego z twierdzeniem Gödla o niezupełności i stanowi- w pewnym przybliżeniu, czy przenośni- jego ekstrapolację filozoficzną.)
Ale to już innym razem.

A tymczasem czekam na wasze uwagi, sugestie, propozycje, jak "ugryźć" to: (powtarzam) CZY W SAMEJ NATURZE, PRZYRODZIE, DOKŁADNIEJ- W RZECZYWISTOŚCI ZACHODZĄ JAKIEŚ OGRANICZENIA BĘDZLOWANIA?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotr Rokubungi dnia Nie 20:10, 23 Lip 2017, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Epistemologia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin