Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Przyczyna cierpienia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Etyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:18, 11 Wrz 2012    Temat postu:

Beszad napisał:
koncepcję człowieka (czy nawet całej ludzkości) jako bytu epistemologicznie samowystarczalnego

Trzeba zapytać najpierw, co to znaczy „samowystarczalny poznawczo”, czy jest samowystarczalnością wrzucenie człowieka w świat, umożliwienie mu poznawania siebie przez refleksje nad sobą i doświadczeniami, i tą drogą wzrost wiedzy, która, co nie jest podważone, prowadzi do poznania Absolutu? A stając się Nim przez poznanie i identyfikację z Nim na bazie absolutnej wiedzy, w tym przez pozbawienie siebie ego; czy wtedy Bóg-człowiek poznaje siebie sam? Czy jest samowystarczalny? A gdy jest w trakcie tego procesu jeszcze, jako człowiek czy jest jakoby samodzielny, nie samowystarczalny? To trzeba dokładnie rozważyć, bo jeśliby człowiek przeradzał się w Boga na drodze poznawania siebie, świata i Bytu to, jako Bóg, który zapoczątkowuje ten proces i jest jego poznawczym zwieńczeniem, jest On samowystarczalny. Człowiek sam w sobie nie.

Cytat:
moja rzeczywista natura zawsze będzie przekraczała moją samointerpretację

Tu mówisz o przechodzeniu potencjalności w aktualność, to dzieje się na co dzień. Już samoświadome refleksje nad każdym doświadczeniem i nad sobą są ciągłym przekraczaniem siebie, zmierzaniem po intuicji do własnej natury, „tego, co zdaje się, że jest mną”. Takie poznanie nie ma się skończyć, ono jest nieskończone i w tym nieskończonym procesie można wyróżnić pewne charakterystyczne etapy, jak pozbycie się ja-ego na rzecz obiektywizmu. Interpretacja rozwijając się staje się doskonalsza i czasem skokami ujawnia powstanie wyższej jakości, takim skokiem jest np. poznanie, czy przeżycie cogito ergo sum.

Cytat:
tak jak kopia nigdy nie przekroczy oryginału

To zależy od dokładności i tego samego autora. Jeśliby malarz uparł się i postanowił namalować obraz, ale w namalowanym dostrzegłby coś do poprawy i namalował nowy itd., wtedy nie mówimy o kopi, ale chyba raczej o wyższej postaci oryginału, bo artysta kieruje swoją uwagę do lepszego dzieła, nie do nieudanego pierwowzoru. Podobnie z aktami refleksji, każda wyższa refleksja jest zupełniejsza od poprzedniej, nie jest kopią, bo podmiot dokonujący refleksji silniej identyfikuje się z aktualną niż przeszłą.

Cytat:
Dlatego w moim założeniu subiektywność, którą zostałem obdarzony, musi zawierać w sobie wskazówki, wedle których powinienem podążać. Inaczej nic nie miałoby sensu.

Zgadzam się, ja-ego jest zmienną ewolucyjną. U niemowląt względnie jeszcze nie występuje, bo jako tako ego związane jest silnie ze zjawiskowością, wolą posiadania jakichś lepszych warunków przedmiotowych dla siebie z, o ile trzeba, pominięciem innych podmiotów i przy pomocy wyspecjalizowanych ról, zachowań, nazewnictwa, tym mniej więcej jest osobowość. Ale o ile to ja-ego pozwala się przystosować podmiotowi ludzkiemu do świata i stworzyć cywilizację kulturalno-techniczną, to w pewnym momencie możliwości oferowane przez ja-ego stają się niewystarczające. Okazuje się, że to na co pozwala ja-ego, „wartości” materialne, nie zaspokaja wyższych potrzeb egzystencjalnych i idealnych, istnieje intuicja, że Prawda to coś więcej. Tym sposobem podmiot zaczyna pytać siebie o swoją egzystencję, o podmiotowość, przebijając tymi pytaniami maskę ego. Przekracza je w procesie refleksyjnego poznawania siebie przez wglądy w własną mentalności i własne treści.

Zgadzam się z wieloma twoimi spostrzeżeniami, ale staram się wskazać, że tu się nic wyklucza, podobnie zresztą ty to spostrzegasz, nie widząc jednie ewolucyjnego charakteru ja-ego.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
alina




Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 243
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:48, 09 Paź 2012    Temat postu:

Marcinie, ja również nie uznaję kartezjańskiego "zwodziciela", ale jednocześnie odrzucam koncepcję człowieka (czy nawet całej ludzkości) jako bytu epistemologicznie samowystarczalnego. Nie jestem w stanie poznać samego siebie, bo moja rzeczywista natura zawsze będzie przekraczała moją samointerpretację - tak jak kopia nigdy nie przekroczy oryginału. Pozostaje więc ufność, że jestem częścią Rzeczywistości, której nie ogarniam, a która ma charakter znacznie przewyższający moje ego - i która prowadzi mnie drogą mojego osobistego przeznaczenia, tak jak prowadzi Piotrka i Ciebie - każdego inną drogą, a jednak ku jednemu celowi. Dlatego w moim założeniu subiektywność, którą zostałem obdarzony, musi zawierać w sobie wskazówki, wedle których powinienem podążać. Inaczej nic nie miałoby sensu.


PODPISUJĘ SIĘ I JA POD TYM...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
alina




Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 243
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 21:51, 09 Paź 2012    Temat postu:

Powyżej to cytat Beszada i niejako kwintesencja.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 3:04, 10 Paź 2012    Temat postu:

Ale ja nie powiedziałem, że jesteśmy samowystarczalni. Samointerpretacje także codziennie przekraczamy wyższą samointerpretacją, spostrzegając, że coś się ma inaczej niż myślimy wcześniej. Natomiast źródła pomocy w poznaniu siebie nie doszukuję się w subiektywizmie, ale w obiektywizmie na rzecz, którego subiektywizm w każdym dniu przekraczamy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 8:41, 10 Paź 2012    Temat postu:

Dziękuję, Alino, że wyłowiłaś te słowa, traktując je jako esencję - dla mnie ten aksjomat stanowi również esencję epistemologicznej postawy wobec poszukiwań natury metafizycznej.

Marcinie - subtelna różnica, jaka dzieli nasze podejścia do samopoznawalności, leży w postawionym przez Ciebie retorycznym pytaniu: " czy jest samowystarczalnością wrzucenie człowieka w świat, umożliwienie mu poznawania siebie przez refleksje nad sobą i doświadczeniami, i tą drogą wzrost wiedzy, która, co nie jest podważone, prowadzi do poznania Absolutu?" Otóż w moim głębokim przeświadczeniu poznanie Absolutu nie jest możliwe drogą jakiejkolwiek aktywności człowieka. Jedynie sam Absolut może przed nami odsłaniać rzeczywistość na tyle, na ile będzie to dla niego dobre (dla Boga i człowieka, czyli dla całego świata w różnych jego aspektach i podmiotowościach). Dlatego uważam, że każdy otrzymuje tyle świadomości, ile mu dokładnie jest potrzebne do pełnego samorozwoju. Pożądanie świadomości większej, niż się na bieżąco otrzymuje, uważam za postawę, która może prowadzić do odwrotnego skutku - do zamknięcia na Prawdę. Przechodzenie potencjalności a aktualność, o którym wspominasz, jest procesem zachodzącym niejako ponad moją głową. Moja podmiotowość ujawnia się tu tylko o tyle, o ile coś przyjmuję, a coś innego odrzucam - czyli w mojej wolnej woli. Inaczej mówiąc: poznanie przychodzi z góry (i ze strony człowieka jest biernym odbiorem strumienia świadomości), natomiast nadawanie poznanym treściom wartości ma już miejsce w samym sercu człowieka - i to właśnie jest sensem naszego istnienia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 12:40, 10 Paź 2012    Temat postu:

MK napisał:
" czy jest samowystarczalnością wrzucenie człowieka w świat, umożliwienie mu poznawania siebie przez refleksje nad sobą i doświadczeniami, i tą drogą wzrost wiedzy, która, co nie jest podważone, prowadzi do poznania Absolutu?"

Miałem tu na myśli samowystarczalność w ramach stworzonych warunków, bez nich samowystarczalności poznawczej człowiek nie ma, przynajmniej nie ma takiej jaka jest w istniejącej sytuacji, gdy lądujemy w świecie przygotowanym na to, aby poznać siebie i świat, Byt.

Natomiast i co do poznania Absolutu. Myślę, że w swojej absolutnej wiedzy Bóg wie jak zorganizować Byt i poznanie ażeby dać wszystkim coś gotowego jak świat i na tyle, aby nie musiał poświęcać za każdym razem zbyt dużo uwagi temu, aby każdemu z osobna tłumaczyć wszystkie rzeczy/sprawy szczególnie te banalne. Wyznaczył to zadanie doświadczeniu, które mamy. Myślę, że Byt jest tak zorganizowany, że przynajmniej do pewnego poziomu poznawczego, jaki może osiągnąć człowiek, może on być samodzielny, w tym sensie samowystarczalny, że Bóg nie musi człowiekowi „podcierać co krok nosa”. Dopiero gdy poznanie sięga wyższego pułapu wiedzy, albo i co szczególnie ważne człowiek aktywnie poszukuje poznania i absolutnej Podstawy, dopiero wtedy, gdy Bóg spostrzega poświęcenie człowieka, uzyskuje z nim sposobność na bezpośredni kontakt i może się bardziej lub mniej świadomie dla człowieka pojawiać w jego doświadczeniach.

Beszad napisał:
poznanie Absolutu nie jest możliwe drogą jakiejkolwiek aktywności człowieka

Dlatego to jest nieprawdą, bo równie dobrze możemy się położyć na trawie i czekać. Ale każdy z nas wie, że taka forma czekania, aż nam manna z nieba spadnie, przynosi na ogół nic. To człowiek poszukujący wytrwale, przekraczający swoje fałszywe opinie uznaniem wyższej wartości obiektywizmu i Prawdy, poszukujący Prawdy zamiast doczesności, zachęca Boga do przyjścia i spojrzenia na jednostkę. Gdy tak postępuje, choć zawsze pozostaje samodzielność, bo Bóg uczy tego czym jest, w tym samodzielności, człowiek zaczyna wkraczać w obszar doświadczeń i refleksji, które mogłyby być czymś w rodzaju „znaków transcendencji” Jaspersa czy jeśli dobrze pamiętam Ricoeur też o nich mówił. W obszar doświadczeń i refleksji, które swoją abstrakcyjnością i wysokim poziomem uogólnienia wynoszą jednostkę ponad świat, wywołują w nim doświadczenie transcendencji. To uznaję za obcowanie z Bogiem, o którym człowiek może bezpośrednio nie wiedzieć jeszcze, może mieć intuicję tego, że wkracza w jakiś obszar nad-materialny. Ale zasadniczo ażeby mogło być poznanie siebie i poznanie Absolutu, poznawać musi człowiek, aby Król zechciał spojrzeć i coś dać. Król leniuchom nie daje, ceni twórczość, wybrał ją jako wartość wyższą niż czekanie bez poszukiwań. Chodzi mu o kreację, nie stagnacją i rozkład, tych unika się przez kreację.

Cytat:
Pożądanie świadomości większej, niż się na bieżąco otrzymuje, uważam za postawę, która może prowadzić do odwrotnego skutku - do zamknięcia na Prawdę.

Jeśli zmienisz słowo „pożądanie”, żądające, chcące rządzić, narzucać, na „pragnienie” namaszczone niewinnością i potrzebą wypływającą z „wnętrza” człowieka. A ponadto wepniesz swoje pragnienie w pragnienie obiektywizmu, nie subiektywizmu, to nie musisz obawiać się powyższych rzeczy. Wyzbywając się żądań subiektywizmu, na rzecz pragnienia obiektywizmu, nadajesz sobie niewinność w dążeniu, bo nie pragniesz niczego dla siebie ponad wiedzę, która jest tym czego chcieć każdy z nas powinien, bo wiedzą wzbogaca siebie a później innych.


Cytat:
Przechodzenie potencjalności a aktualność, o którym wspominasz, jest procesem zachodzącym niejako ponad moją głową.

Możesz sobie to uświadamiać i coraz lepiej, popatrz, już wiesz, że coś takiego następuje, można pewnie poznać jeszcze coś więcej.

Cytat:
poznanie przychodzi z góry (i ze strony człowieka jest biernym odbiorem strumienia świadomości)

Bierne poznanie charakteryzuje ludzi otępiałych, po prostu gapią się i nie sprawiają wrażenia, że robią coś ponad to i że gapienie się daje im większą wiedzę. Nawet przerzucając oko z tematu na temat świadczysz o aktywności, nie bierności, a okiem musisz przerzucać, aby wybierać czy poznać wato to czy też tamto.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 16:25, 10 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:
Bierne poznanie charakteryzuje ludzi otępiałych, po prostu gapią się i nie sprawiają wrażenia, że robią coś ponad to i że gapienie się daje im większą wiedzę.


Marcinie - widzę u Ciebie gwałtowny sprzeciw wobec bierności. Ale nie będę przeciw temu protestował (choć w świetle Twojego wywodu mógłbym się poczuć człowiekiem co nieco "otępiałym") Wink Powiem więcej - zgadzam się z Twoim spojrzeniem, bo widzę, że mówimy o zupełnie innym rodzaju bierności. Odebrałeś mój postulat chyba zbyt szeroko, tzn. przypisałeś mu całkowita pasywność w zakresie poznawczym, refleksyjnym i aksjologicznym. Tymczasem chodziło mi wyłącznie o możliwość samodzielnego poznania Absolutu wyłącznie w oparciu o możliwości intelektualne. Używam swej inteligencji na tyle, na ile zostałem nią obdarowany (nie buntując się, kiedy odkrywam u siebie w tym zakresie duże braki). Czerpię z wiedzy również w tym zakresie, w jakim została ona przede mną różnymi kanałami objawiona (nie pragnąc jej zdobywać za wszelką cenę). Z każdym krokiem odkrywam natomiast jedno: im bardziej potrafię się WYCOFAĆ, tym łatwiej podążam do przodu. Im mocniej redukuję swój udział w życiu tego świata, tym pełniej udaje mi się żyć tym światem. Im jest mnie mniej, tym bardziej czuję się spełniony. Im więcej widzę w sobie grzechów i słabości, tym mocniej czuję w sobie przyciąganie Dobra. To są te pozorne sprzeczności, które stanowią podstawę mojej nadziei pokładanej w Bogu. I jeśli chodzi o Twój protest, podzielam go w tym zakresie, w jakim odnosi się on do życia duchowego. Tu nie może być bierności - na poziomie aksjologicznym zachodzić musi ciągły wybór tak-nie. Inaczej jestem martwy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
marcin kotasiński




Dołączył: 14 Sty 2012
Posty: 80
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:54, 10 Paź 2012    Temat postu:

Beszad napisał:
im bardziej potrafię się WYCOFAĆ, tym łatwiej podążam do przodu.

Tak i tu dochodzimy do drugiego, właściwego i praktycznego etapu poznawania, bo zamykamy buzię i pozawalamy zdominować się refleksji, w której we własnym milczeniu pozwalamy w pełni rozgrywać się doświadczeniu, poznajemy je obiektywnie a przez to także siebie. Ale to nie jest bierność, spójrz jaką napiętą masz wtedy świadomość, gdy tak robisz.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 16:03, 16 Paź 2012    Temat postu:

marcin kotasiński napisał:
... pozawalamy zdominować się refleksji, w której we własnym milczeniu pozwalamy w pełni rozgrywać się doświadczeniu, poznajemy je obiektywnie a przez to także siebie. Ale to nie jest bierność, spójrz jaką napiętą masz wtedy świadomość, gdy tak robisz.


Spojrzałem (w głąb siebie) i nie widzę "napiętej" świadomości. Wink Stan taki określiłbym raczej słowem OTWARCIE niż napięcie. No ale nie chce się czepiać słów, bo wiem, co masz na myśli i zgadzam się, że nie może być ZUPEŁNEJ bierności tam, gdzie człowiek podejmuje jakiś wybór (nawet jeśli jest on zwrócony w pełni do swojego wnętrza). Przy okazji widzimy, jak pozorny charakter może mieć różnica między ludźmi - tylko dlatego, że używamy innych pojęć, a te wypływają z innych skojarzeń (choć mówimy dokładnie o tym samym).


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 10:42, 31 Paź 2012    Temat postu:

Czy głowa mnie BOLI, czy też CIERPIĘ na ból głowy? Jedno i drugie może być prawdą, jednak osobiście wolałbym nie stosować dowolnej zamienności tych twierdzeń. Paul Ricoeur postulował, by „termin BÓL pozostawić dla doznań odczuwanych jako umiejscowione w poszczególnych narządach ciała albo w całym ciele, a termin CIERPIENIE – dla doznań otwartych na introspekcję, język, stosunek do samego siebie, stosunek do innego, stosunek do sensu, do stawiania pytań...” Po oddzieleniu pojęcia bólu od cierpienia, przez chwilę warto się zatrzymać nad intencjonalnością. Często spotykamy podejście do cierpienia, jako szczególnego NAZNACZENIA – wybrania konkretnego człowieka do przeżywania udręki. Dlaczego akurat ja? Dlaczego moje dziecko? Stąd rodzi się poczucie piekła, że w pewnym momencie przypisujemy komuś intencję zadawania mi cierpień – szczególnie, jeśli tym Kimś jest sam Bóg.

Jednak w innym miejscu Ricoeur pisze: „Wydaje się, że przede wszystkim stajemy wobec pewnego paradoksu. (...) JA wzmacnia się w żywym poczuciu istnienia albo raczej w poczuciu istnienia do żywego. CIERPIĘ-JESTEM; bez żadnego ergo, jak w słynnym cogito ergo sum.” W takim ujęciu człowiek już nie pyta DLACZEGO-JA, lecz już zupełnie poza słowami zgłębia tajemnicę DLACZEGO. Przeżywa w ten sposób swe cierpienie jako wyraz „istnienia do żywego”, a więc zwrotu ku nadziei życia, które byłoby tego cierpienia pozbawione, które byłoby też uwolnione od widma śmierci jako ostatecznego kresu istnienia. Jest w tym zawarta jakaś negacja negacji. Cierpię już nie w swym buncie wobec domniemanej intencji, lecz w nadziei wobec przemijalności tego zła, które mnie dotknęło. Bo cierpienie zawsze pozostanie tchnieniem zła. Jeśli się mówi, że cierpienie ma wartość, to jestem w stanie zaakceptować taki aksjomat tylko w odniesieniu do odpowiedzi jaką człowiek daje swym życiem wobec cierpienia. Samo w sobie cierpienie pozostanie w każdej sytuacji złem.

Dlaczego więc tylu świętych pragnęło cierpienia? Czyżby pragnęli zła? W takiej postawie dopatrywałbym się raczej pewnego skrótu myślowego: chcę cierpieć dla Chrystusa znaczy dokładnie tyle, co „kocham Chrystusa MIMO wszelkich cierpień”, albo: „chcę Go kochać ponad udrękami tego świata i w samym środku wszelkiego cierpienia”. A kochać Chrystusa to myśleć o cierpieniu skrzywdzonych, to współodczuwać samotność odrzuconych. Tylko takie podejście daje mi sposobność lepszego zrozumienia cierpiących mistyków. Wyrzekam się wszelkich wygód, gdy kogoś kocham - chcę go chronić kosztem wystawiania się na niebezpieczeństwa, czasami kosztem przeżywanego bólu. Jednak sama świadomość, że cierpienie przeżywam z intencją dobra wobec Innego, jest dla mnie wyzwoleniem się od mojego osobistego piekła cierpienia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1870
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:44, 31 Paź 2012    Temat postu:

Cierpienie w rozumieniu udręki duchowej rzeczywiście jest złem. Bo cierpi człowiek niezadowolony ze stanu w jakim się obecnie znajduje i określa go jako zły dla siebie. Zło jednak jest w czymś innym niż brakiem osobistej satysfakcji. Zło jest w wyborze dobra do jakiego człowiek zmierza. Wybór własnego dobra, interesowność w poświęceniu, jest wybór dobra ludzkiego, mniejszego. Zło występuje także tam gdzie człowiek chce się poprzez cierpienie przypodobać Bogu mając nadzieję, na odwzajemnie w postaci życia wiecznego.
Cierpienia nie odczuwa człowiek, który wysbył się własnego "ja" dla Boga. Teraz i on jak jego Pan nie ma już rozterek duchowych, a więc nie może cierpieć.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 21:22, 01 Lis 2012    Temat postu:

> Zło jednak jest w czymś innym niż brakiem osobistej satysfakcji.

To ciekawe, co piszesz, bo w pewnej mierze pokrywa się z moimi cichymi refleksjami na temat nadziei zbawienia, jaką niektórzy odczuwają - stawiając to zbawienie w kontraście do cudzego potępienia. Czy taka "nadzieja" nie jest raczej zaprzeczeniem nadziei?

> Zło występuje także tam gdzie człowiek chce się poprzez
> cierpienie przypodobać Bogu mając nadzieję, na odwzajemnie
> w postaci życia wiecznego. Cierpienia nie odczuwa człowiek, który wysbył się własnego "ja" dla Boga.

Tu z kolei pobrzmiewa pewien element duchowości buddyjskiej. Wyrzec się własnego ja - to można rozumieć na dwóch płaszczyznach: egzystencjalnej i totalnej. Dlatego prosiłbym Cię, Danielu, o rozwinięcie Twojej myśli.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1870
Przeczytał: 3 tematy

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 13:30, 02 Lis 2012    Temat postu:

Beszad napisał:
> Zło jednak jest w czymś innym niż brakiem osobistej satysfakcji.

To ciekawe, co piszesz, bo w pewnej mierze pokrywa się z moimi cichymi refleksjami na temat nadziei zbawienia, jaką niektórzy odczuwają - stawiając to zbawienie w kontraście do cudzego potępienia. Czy taka "nadzieja" nie jest raczej zaprzeczeniem nadziei?

> Zło występuje także tam gdzie człowiek chce się poprzez
> cierpienie przypodobać Bogu mając nadzieję, na odwzajemnie
> w postaci życia wiecznego. Cierpienia nie odczuwa człowiek, który wysbył się własnego "ja" dla Boga.

Tu z kolei pobrzmiewa pewien element duchowości buddyjskiej. Wyrzec się własnego ja - to można rozumieć na dwóch płaszczyznach: egzystencjalnej i totalnej. Dlatego prosiłbym Cię, Danielu, o rozwinięcie Twojej myśli.


Aby Bóg mógł zamieszkać w człowieku, to musi te mieszkanie zastać puste, bez gospodarza. Bóg jest wymagający i domaga się wyłączności dla siebie. Nie może więc człowiek pozostawić nawet odrobinę swego "ja". Wydawałoby się, że wyzbycie własnych pragnień i potrzeb doprowadza do całkowitej pustki, ale dzieje się zupełnie coś odwrotnego. Te miejsce zaraz wypełnienia Bóg, a wraz z nim Jego pragnienia i potrzeby ale o większym znaczniu, napełnione dobrocią. Człowiek jako wierny sługa, teraz wie czego pragnie jego Pan i z większą niż do tej pory starannością działa w jego imieniu. Dobry Bóg natomiast widząc, że człowiek niczego nie pragnie dla siebie, to chce dla niego tego co dobre byłoby w jego ocenie. Człowiek więc dba o siebie tak jakby tego chciał Bóg. Nie może przecież zaniedbać tego co do Boga już należy. Wszelkie teraz jego działania są na miarę jego możliwości, więc za każdym razem osiąga to do czego zmierza. Przynosi to dużo radości i zadowolenia z dobrej służby Bogu. W takim nastawieniu nie ma mowy o żadnym cierpieniu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mateusz P




Dołączył: 02 Lis 2012
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Pią 14:54, 02 Lis 2012    Temat postu:

Witam.
Własnie dołączyłem do forum zaintrygowany ostatnią wymianą zdań Daniela i Beszada.

Przechodząc do meritum, pragnę zapytać Daniela jak widzi ów brak cierpienia w dobrej służbie Bogu. Szczególnie chodzi mi o fragment: "Wszelkie teraz jego działania są na miarę jego możliwości, więc za każdym razem osiąga to do czego zmierza." Osobiście pewne kwestie widzę nieco inaczej. Moje skromne doświadczenia pokazują, że oddanie się Bogu często oznacza wiele trudności. Ale o tym może jeszcze nie teraz. Zaznaczam, że to nie tylko mój wniosek. Przychodzą mi na myśl słowa, jeżeli dobrze pamiętam, o. Pio (cytuję z pamięci): "Do zbawienia potrzeba krzyży i suchego chleba". Proszę Danielu o naświetlenie Twojego poglądu.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Beszad




Dołączył: 09 Lis 2010
Posty: 654
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bieszczady
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 15:09, 02 Lis 2012    Temat postu:

Mateusz P napisał:
Przychodzą mi na myśl słowa, jeżeli dobrze pamiętam, o. Pio (cytuję z pamięci): "Do zbawienia potrzeba krzyży i suchego chleba". Proszę Danielu o naświetlenie Twojego poglądu.


Witaj Mateuszu w naszym gronie! Danielu - dziękuję za bardzo przejrzystą odpowiedź, niemniej sam jestem ciekaw, jak w takim razie podchodzisz do dylematu przedstawionego przez Mateusza? Czyżby wszystkie problemy znikały z podporządkowaniem swej woli Bogu? A nasze słabości, które zawsze gdzieś tam z nas wychodzą? A wszelkie sytuacje niejednoznaczne - i wreszcie, trudna czasami do jednoznacznego ujęcia, wola samego Boga?...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Etyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 4 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin