Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Przyczyna cierpienia
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Etyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
alina




Dołączył: 29 Sty 2011
Posty: 243
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 4 razy
Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:29, 02 Lis 2012    Temat postu:

...tyle, że trzeba odróżnić cierpienie od cierpiętnictwa

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1878
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pią 20:41, 02 Lis 2012    Temat postu:

O.Pio rozumiał, że droga do Boga jest wyrzeczeniem się swoich potrzeb. Mimo stygmatów, sądzę, że cierpiał duchowo.

Jeżeli chodzi o działanie w służbie Boga, to przede wszystkim trzeba poznać Boga i wiedzieć czego od nas oczekuje. Bo jak inaczej mamy służyć nie znając intencji swego Pana. Większość tej wiedzy jest w Dekalogu, a szczegóły wymagają już naszej inwencji. Pierwszą podstawą jest miłość do Boga z całkowitym oddaniem mu wszystkiego tego co posiadam łącznie ze swym ciałem. Teraz ono należy do Boga, a On oddaje ci je pod opiekę. Teraz jako wierny sługa musisz zadbać o nie bardziej niż do tej pory, aby było zdrowe i pełne sił. To są teraz twoje pragnienia, a nie rozkosze cielesne. Jaką drogą to osiągnąć, to wyjaśnię później.
Następną sprawą jest nasze miejsce w społeczeństwie służącym Bogu. Są dwie możliwości, albo jestem głową rodziny, albo jej członkiem. W tym drugim wypadku nie jest wymagane pełne oddanie Bogu, tylko posłuszeństwo rodzicom, a konkretnie ojcu. Wiadomo, że dzieci nie potrafią jeszcze zrozumieć Dekalogu. Do czasu jak dojrzeją ojciec odpowiada przed Bogiem za ich wychowanie. To on jako głowa rodziny ma dbać o nią, bo cała należy do Boga. To jest jego główne podstawowe zadanie, które ma wykonywać zgodnie z zaleceniem też pochodzącym z Dekalogu. Ponadto ma pieczę nad całym majątkiem rodzinym, tak że tylko on jest właścicielem, ale jednocześnie nim nie jest, bo wszystko oddał Bogu. Tym majątkiem musi starannie gospodarzyć i w zależności od jego umiejętności Bóg dostosuje jego wielkość. Gospodarnym dołoży, a nie zaradnym odbierze to co mają. O tym mówi przede wszystkim przykazanie, które powszechnie zredukowano do świętonia dnia odpoczynku. A ono mówi o sześciodniowym tygodniu pracy całej rodziny. Istotne jest też formułowanie konkretnych zadań, aby widoczne były efekty dobrze spełnionego obowiązku. To przynosi radość w dniu odpoczynku. Wszystko to wynika z tego samego przykazania, które określa strukturę przyszłego społeczeństwa.
Koncentracja kapitału stawia głowę rodziny wysoko w hierarchi społecznej, ale ciąży na nim obowiązek dbania o nią, więc nie może go lekkomyślnie rozproszyć, a jedynie powiększyć. Tym samym nie może działać charytatywnie, bo odbywa to się kosztem rodziny. Z tego właśnie powodu wycofałem się z uczestnictwa z wszystkich organizacji społecznych i politycznych. Mam teraz znacznie mniej zadań do wykonania i więcej czasu dla rodziny, a co najważniejsze wykonuję wolę Boga.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mateusz P




Dołączył: 02 Lis 2012
Posty: 2
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

PostWysłany: Sob 11:17, 03 Lis 2012    Temat postu:

Drogi Danielu!
Zaskoczyło mnie Twoje dość utopijne nakreślenie kwestii rodziny, a szczególnie ojcostwa. Bardzo chciałbym aby wielu w ten sposób rozumiało istotę rodziny. Sam jestem młodym człowiekiem i gdybym nie buntował się przeciw rodzinie to pewnie teraz nie wierzyłbym w Boga. Posłuszeństwo rodzicom jest jak najbardziej prawe i dobre kiedy posłuszni jesteśmy ludziom "Bożym". Piszesz o nadrzędności Dekalogu a chwilę potem wykazujesz niedoprecyzowanie (co jest bardzo istotne w przypadku BOŻYCH NAKAZÓW) jednego z przykazań. To ważna rzecz, ponieważ istnieją wątpliwości co do wielu podobnych przypadków. Jakby na to nie patrzeć to owe Boże nakazy przedkładają nam ludzie. Ale "czynnik ludzki" to osobne już zagadnienie. Co do rozpoznania intencji Pana to właśnie z tego powodu dużą miarę przykładam do osobistej relacji z Bogiem.
Co do o. Pio to serdecznie polecam każdemu poznać bliżej te historie. Jest bardzo wiele jasnych przekazów, które pomagają po prostu zrozumieć Bożą obecność i miłość w życiu ludzi. Warto tylko ciągle pamiętać, że te wydarzenia są FAKTAMI(jak choćby stygmaty).
Kieruję podziękowania w stronę Daniela za mądre słowa. Pozdrawiam i błogosławię +


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Daniel




Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 1878
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Gdańsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:31, 03 Lis 2012    Temat postu:

Trudno w jednym poście wszystko doprecyzować. Staram się to robić, bo cenię logikę i razi mnie każda sprzeczność. Poruszyłem tylko dwa przykazania i to pobieżnie. Dekalog jest bardziej skomplikowany niż się to wydaje.

Cieszę się, że Ci się udało odłączyć się od mniej pobożnych rodziców. To bardzo trudne i często udaje się to dopiero w trzecim czy w czwartym pokoleniu. Wynika to też z Dekalogu. Model rodziny, który preferuje Dekalog, kiedyś funkcjonował. To komuniści go zmienili, bo chcieli zniszczyć rodzinę. Boli mnie jednak to, że ci niby prawi ludzie, których mamy dzisiaj w sejmie, nie zmienili tego prawa. Od wroga wiemy czego się spodziewać, ale kłamcę już nie każdy potrafi rozpoznać. Za bardzo u nas toleruje się kłamstwo, a w tym nie dotrzymywanie umów.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 13:38, 01 Gru 2012    Temat postu:

gość napisał:
Piotrek napisał:
Blade napisał:
(...)
Nie rozumiem także twojego drugiego postu.


Pisząc ten tekst czułem duże naprężenie. Uznałem to za kłamstwo. Poza tym to tak, jakby wyjmować jakąś patologię ze swojego umysłu i ogłaszać ją jako prawdę.


Sorry, ale to jest bełkot.
Przyczyną cierpienia jest niewiedza. Przyczyną cierpienia jest karma.


Karma dla ptaków?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 14:07, 01 Gru 2012    Temat postu:

Piotrek: Czy Ty rozumiesz stwierdzenie "wszystko jest uwarunkowane"?

Magda: Wszystko jest uwarunkowane, czyli wszystko zależy od czegoś.

P: A to bardzo krótkie stwierdzenie. Możesz rozwinąć?

M: Chodzi o to, że nic nie jest pozostawione w próżni i zawsze od czegoś zależy. Że nie można rozpatrywać czegoś w oderwaniu od warunków, okoliczności, otoczenia.

P: A ja myślę, że chodzi np. o to, że kiedy mówię, że chcę dobrze zakręcić gaz w kuchence, to 'dobrze' nie ma znaczenia absolutnego, moje zaangażowanie w to, żeby zrobić coś 'dobrze', jest oparte na błędzie, ponieważ 'dobrze' to znaczy tak, żeby nie sprawiło bólu. Zaangażowanie w czynienie 'dobrze' jest tym większe, im bardziej obawiam się bólu.

M: Twoja decyzja jest uwarunkowana bólem.

P: Nie, nie o to mi chodzi. Chodzi mi o pojęcia i wiarę w nie, jak 'dobrze', 'źle'... Nie ma 'dobrze' i 'źle' samych w sobie. Nie ma potrzeby wierzyć w ból, jaki powstaje, gdy ktoś nam mówi, że zrobiliśmy coś 'dobrze' albo 'źle', albo wierzyć sami sobie, że zrobiliśmy coś 'dobrze' albo 'źle'. Wszędzie gra tylko strach przed bólem, a pojęcie 'dobrze' i 'źle' nie mają odpowiednika w rzeczywistości takiego, jak myślimy.

P: To, co mówisz – że „moja decyzja jest uwarunkowana bólem” - to też jest prawdą, ale to chyba nie oznacza, że mamy nie zakręcać kurka od gazu. Moje zaangażowanie w jego zakręcenie jest uwarunkowane bardzo mocno strachem przed bólem.

M: Nie ma 'dobrze' i 'źle' samych w sobie. Jednak ból nie jest jedynym wyznacznikiem. Myślę, że mogą być inne, ale muszę przemyśleć jakie.

P: Ale to jest wyzwalające, jeśli wszystko tak jest zbudowane.

M: Nie rozpatrywałam tego pod kątem wyzwolenia. Ale może rzeczywiście coś w tym jest.
A strach równałbyś z bólem? Bo właśnie strach skojarzył mi się jako czynnik warunkujący.
No i gniew. Bardzo mógłby warunkować.

P: Wracając na razie do sprawy bólu: oczywiście ból jest związany z przyjemnością, pytanie czy trzeba wyrzec się przyjemności, żeby nie być uwarunkowanym bólem. Czy ból istnieje bez przyjemności, oto jest pytanie.

M: Wiesz, mimo wszystko uważam, że ból może istnieć bez przyjemności.
Dlatego tak jest, bo ból powstaje nie tylko jako reakcja na oderwanie od przyjemności. Ból może np. zakłócić stan neutralny, którego nie postrzegamy jako przyjemność lub szczęście. Zdaje się, że w buddyzmie jest coś takiego, jak bodajże myśli przyjemne, nieprzyjemne i neutralne.

P: Pytasz, czy strach równałbym z bólem. Strach jest zarówno warunkowany bólem, jak i potrzebą bezpieczeństwa zagrożoną przez nieznane. Strach przed ogniem będzie warunkowany oparzeniem się kiedyś bądź widzeniem w telewizji płonącego człowieka krzyczącego i uciekającego. Strach przed nieznanym jest wynikiem tego, że bezpiecznie jest w miłości i cieple rodziców i wierzy się wobec tego temu, co oni mówią na temat tego, co wolno, a co nie wolno.

P: Poza tym strach przed nieznanym może być wzmocniony przez ból, jakiego doznajemy, kiedy myśląc, że od ludzi jakichś w świecie doświadczymy takiej samej radości jak od rodziców, nagle przekonujemy się boleśnie, że zdarza się, że tak nie jest.

P: A czy przyjemność może istnieć bez bólu?

M: No tutaj jest nieco gorzej. Każda przyjemność się kiedyś kończy, a koniec przyjemności wiąże się z bólem. Jeśli chodzi o poczucie bezpieczeństwa, o którym mówisz, myślę, że poczucie bezpieczeństwa może powodować również bardzo głębokie przekonanie do jakiejś doktryny lub religii. Zaufanie do tego.

P: Pomyślałem, że więcej bólu może łączyć się z chęcią większej ilości przyjemności.

M: Jest to możliwe.
Ale nie sądzisz, że możliwy jest taki stopień bólu, gdzie już się nie chce żadnej przyjemności?

P: Może być taki stopień bólu, że go już nie czujesz i nic ci nie robi różnicy

M: Tak ogromny ból, że chce się tylko umrzeć. A przedtem dokonać samodestrukcji.

P: Nie, nie, nie można dokonać samodestrukcji; wtedy ból jest bez wyjścia i właśnie to, że nie chcesz od niego uciec, nie uciekasz na siłę, powoduje, że jesteś w nim zanurzona i nie czujesz odnośnika do którego mogłabyś go porównać.

M: A co sądzisz o gniewie czy nienawiści jako okolicznościach determinujących? Czy one są równoznaczne z bólem?

P: A jak powstaje gniew.

M: Z frustracji, z zazdrości.

P: Chcesz mieć coś, czego ktoś nie ma; dlaczego? Co ktoś ma, a Ty nie masz, dlaczego?

M: Tutaj chodzi o pożądanie, które odbiera jasność myślenia w zakresie, czy jest mi to potrzebne, czy nie. Chodzi też o to, że wydaje się, że gdy to będę mieć, to będę szczęśliwa lub wyjątkowa.

P: Jest to pragnienie samo w sobie, że „ja chcę to mieć” czy też wzmocnione przez to, że „ktoś to ma, a ja nie” i stąd nienawiść? Moim zdaniem pragnienie to zbudowane jest jako suma, nie istniejąca niezależnie, suma powstała jednocześnie: chcę to + on to ma - jest jednocześnie.

M: Dla mnie jest ważniejsze, że ja chcę to mieć. Wzmocnione jest to myślą, że to mi się należy.
Natomiast ludzie pewnie chcą mieć coś, co ma ktoś i to wywołuje w nich nienawiść, jeżeli nie mogą tego osiągnąć. Nienawiść do tego, kto to ma.

P: Myślałem, że mówimy o Tobie, o Twoich doświadczeniach. Co do tego, co mówisz o tym, że dla Ciebie ważniejsze jest, że Ty chcesz to mieć, to podoba Ci się coś, po prostu.

M: Podoba mi się i chcę to mieć. Jak to mam, to albo staje się to oczywiste, albo obojętne, albo cieszy przez jakiś czas. Nie cieszy jednak długo.

P: A jak to Ci się podoba, to nie masz już zaspokojonego tego?

M: No niestety nie.

P: Po co widzieć dłużej, dotykać dłużej?

M: Generalnie się zgadzam, ale to jest silniejsze – to pragnienie posiadania. Ja wiem, że to jest bez sensu, ale jak pojawi się taka myśl, to potrafi zdominować myślenie.

P: A więc jest to myśl, to ciekawe odkrycie, zwykle utożsamiamy pożądanie z impulsem, czymś co ciągnie niezależnie od treści myślowej; z emocją.

M: Mówię tutaj o posiadaniu jakichś przedmiotów - zdarza się, że jak przyczepi się do mnie taka myśl, to niekiedy nic nie działa, jak kupienie tego. Niemożność kupienia powoduje rozczarowanie. Ponieważ mówię tutaj o rzeczach raczej drobnych i w granicach moich możliwości finansowych, to nie ma aż tak wielkiego rozczarowania.

P: A ja myślałem, że rozczarowanie, jak w buddyzmie, następuje na skutek doświadczenia czegoś: że na przykład to jest nietrwałe, przynosi w ostateczności ból.

M: Stanowczo uważam, że rozczarowanie jest również wówczas, gdy nie możemy czegoś mieć. Zanim jeszcze sprawdzimy, że jest to nietrwałe.

P: To dobrze, że tak piszesz. To by się jednak zgadzało z myślą buddyjską: przyjemne uczucie, że będę mogła coś mieć, jest nietrwałe, bo okazuje się, że nie będę mogła czegoś mieć.

M: Tak, o to chodzi. Jest przyjemne uczucie, że będę coś mieć. To jest przyjemne, bardzo przyjemne i ekscytujące. Rozczarowanie jest, gdy tego nie będzie się miało. Obojętność jest, gdy to się ma. (Lub tak jak wcześniej napisałam - chwilowa radość).

P: No to co, dochodzimy do wniosku, że buddyzm jest prawdziwy? A właściwie przebudzionizm, po polsku.

M: Tak. Dzisiaj nam to wyszło, chociaż nie spodziewałam się tego na początku. Ciekawie wytłumaczyłeś ten stan przed posiadaniem. To jest faktycznie dla mnie stan największej przyjemności.

P: Co powiesz na to, że powiedziałaś, że ta myśl się Ciebie uczepia i już nie chce puścić – a ja powiedziałem, że więc jest to myśl. I że jest to ciekawe odkrycie, bo zwykle utożsamiamy pożądanie z impulsem, czymś co ciągnie niezależnie od treści myślowej; z emocją.

M: To może rozpoczynać się od impulsu. Potem jest jakieś kombinowanie, myślenie.

P: A myślenie nie jest dlatego, że czepiamy się impulsu, utrwalając go w myśl?

M: Chyba tak bym też to ujęła.

P: A im bardziej nie możemy zrealizować impulsu, tym bardziej się utrwala.

M: Tak chyba jest.

M: Co do tego, co mówisz o tym, że to pragnienie zbudowane jest jako suma, nie istniejąca niezależnie, suma powstała jednocześnie (chcę to + on to ma - jest jednocześnie). Myślę, że masz rację. Tak powstaje nienawiść do kogoś i zazdrość. Myślę, że można też czegoś pożądać bez aspektu, że ktoś to ma. To jest ta sytuacja, że chcę coś mieć, bo uczyni mnie wyjątkową.

P: Własność to chyba poczucie, mogę patrzeć dłużej, mogę dotykać dłużej.

P: A nie jesteś wyjątkowa bez tego?

M: Co do tego, co powiedziałeś, że myślałeś, że mówimy o moich doświadczeniach. Tak. O moich też. To się zmienia, teraz bardziej dominujące jest u mnie to pragnienie bez odniesienia, że ktoś coś ma.
Ale nie zaprzeczę, że ta druga forma się nie zdarzała.

P: Widzisz, mówię o tym dlatego, że rozpoczęło się to od Twojego słowa "zazdrość", więc myślałem, że mówisz o sobie, i że problemem jest nie to, że pragniesz, ale to, że ktoś ma to, czego pragniesz.

M: Jeśli chodzi o pytanie, czy nie jestem wyjątkowa bez tego. Myślę, że z tym będę wyjątkowa. Będę lepsza (niestety nie w sensie lepszego charakteru).

P: A lepsza w jakim sensie?

M: Na przykład ładniejsza lub będzie mi się przyjemniej żyło. Albo ułatwi mi to życie.

P: A mi się wydaje, że „lepsza” jest pojęciem pierwotnym, nie wymagającym definiowania.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotrek dnia Nie 15:52, 16 Gru 2012, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 15:24, 03 Gru 2012    Temat postu:

ms: no i nie wiem - jesteś tutaj? bo figurujesz jako niepodłączony
ms: no i chyba tak jest
Piotr : teraz jestem dopiero
ms: to wyślę niedokończonego maila i przechodzę tutaj
Piotr : cześć
ms: no cześć
ms: piszmy tutaj tylko, bez maili równocześnie
Piotr: faktycznie, mówiłem o nienawiści do ludzi, tylko nie pamiętam w jakim kontekście
ms: może tych, co się patrzą
Piotr: nie pamiętam
Piotr: dobrze, będziemy pisać tylko tutaj
ms: jeżeli chodzi o nienawiść do obcych, to też trzeba się pozbyć
ms: później Ci znajdę
ms: no a rzecz kolejna - akceptacja swojej sytuacji życiowej?
Piotr: pomyślałem, że dlatego nie lubię, jak się na mnie patrzą, bo myślę, że mnie nie kochają; to stąd pomysł, że aby to przezwyciężyć, trzeba kochać samego siebie; dlatego zapytałem Ciebie, jak się tego nauczyć

o akceptacji za chwilę
Piotr: nie mogę zupełnie akceptować swojej sytuacji życiowej; muszę starać się zrozumieć przyczynę niemożności wychodzenia z domu, choćby po to, żeby bez bólu kupić sobie coś do jedzenia
ms: Mnie się wydaje, że trzeba pokochać samego siebie, ale z innego powodu. Gdy kocha się siebie to naprawdę obojętne jest, dlaczego ludzie się patrzą.
Piotr: a to nie jest to samo?
ms: nie, bo obojętne jest, czy Cię kochają czy nie
Piotr: no to właśnie o to mi chodzi
ms: albo myślisz, ze Cię kochają, bo jak kochasz siebie to myślisz, ze inni tez
ms: no to jedzenie, to istotna rzecz
ms: ja myślę, że Ty nie kochasz siebie
ms: niestety
ms: myślę, ze powinieneś takie wyjście do sklepu traktować w kategorii przyjemności, robić z tego przyjemność, finał będzie przyjemnością
ms: finałem będzie jedzenie, co może być przyjemne
ms: czyli wyjście do sklepu jest drogą do przyjemności, przyjemności drobnej, należnej Ci i nie jakiejś sztucznej (coś co napędzają reklamy)
ms: w którym momencie wyjścia z domu czujesz ból? Przed, na ulicy, w sklepie?
Piotr: myślę, że to nie podziała; poza tym jak można kochać samego siebie? przecież nie można uczucia skierować w kierunku samego siebie
Piotr: bardzo duży opór czuję na myśl przed wyjściem; to nie jest ból
Piotr: ból czuję już, jak się ubieram
Piotr: dzisiaj myślałem, że boję się wychodzić, bo boję się pobicia
Piotr: ale to nie jest prawda
Piotr: chodzi o stosunek ludzi do mnie
Piotr: myślę, że ludzie mnie nie kochają
Piotr: ale jeszcze o czymś takim dzisiaj pomyślałem: w Biblii jest: "Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całej duszy swojej, ze wszystkich sił swoich, całym swoim umysłem, a bliźniego swego, jak siebie samego". Pomyślałem, że jeśli kocha się samego siebie, to dopiero można kochać Boga. Pomyślałem też - w ślad za teologiem, o którym Ci mówiłem - że formę "Będziesz" można rozumieć nie tylko powinność, ale też również jako coś, co zdarzy się w przyszłości
ms: można siebie akceptować, to już jakaś forma miłości
Piotr: jak na kogoś hukniesz gniewem, to można siebie akceptować?
ms: trzeba się akceptować też z wadami
Piotr: ja nie mogę zaakceptować, że kogoś zraniłem
ms: myślę też czy instynkt głodu nie jest silniejszy od innych rzeczy
Piotr: w pewnym momencie jest silniejszy i idę; ale chodzi o to, żeby wyjść wcześniej bez przymusu
ms: huknięcie na kogoś gniewem nie jest dobre, ale zdarza się
Piotr: huknięcie gniewem może być wynikiem nieakceptacji siebie
ms: tak, może być
ms: a może masz jakieś kompleksy?
ms: słowa z biblii oznaczają dla mnie, że samego siebie kocha się najbardziej. Należy tak samo kochać innych
ms: kwestia pobicia nie jest możliwa w Twoim przypadku
ms: huknięcie gniewem jest u mnie spowodowane, że ktoś mnie wyprowadził z równowagi, wkurzył mnie po prostu, to on był dla mnie nieakceptowalny
ms: oczywiście tego żałuję, bo moja reakcja była przesadna
ms: raczej doszukuję się przyczyn w tym kimś, nie w sobie. Jeżeli huknę, to znaczy że odsłoniłam swoją słabość, jak bardzo mnie wkurza, a nie chciałam tego okazać.
Piotr: a powiedz mi, w czym się przejawia moje niekochanie siebie?
Piotr: jak mama mnie wyprowadziła z równowagi, to zarzuciłem jej coś; i wtedy miała minę taką nieciekawą; według Twojej teorii powinienem widzieć przyczynę w mamie, a nie w sobie; ale przykazanie mówi: czcij ojca swego i matkę swoją
Piotr: tak, nienawidzę innych, ale za to, że mnie nie kochają
ms: mama miała minę nieciekawą, moja nawet płacze w takich chwilach. Jednak moje zachowanie wynika z szeregu zdarzeń w przeszłości, gdzie ona jako starsza i silniejsza zgnębiła mnie.
Piotr: podam Ci ten przykład: prosiłem mamę, żeby mi dużo nie nakładała jedzenia, nie chciałem zgrubnąć; nałożyła dużo i zjadłem wszystko; miałem pretensję do niej
ms: wtedy również na mocy tego przykazania nie reagowałam, nie oddawałam jej w tym samym stylu. Dlaczego? bo ona by płakała, bo jest taka płaczliwa, bo ojciec by stanął po jej stronie itp.
ms: jeżeli mówiłeś raz, drugi, trzeci a ktoś Cię nie słuchał?
Piotr: nie pamiętam, ile razy mówiłem
Piotr: to było dawno
ms: mówiłeś mi o tej sytuacji
ms: mówiłeś tez o Janosiku
Piotr: nie wiedziałem, że mówiłem Ci o tej sytuacji
ms: z jedzeniem - wina była po obu stronach
Piotr: widocznie wtedy nie chciałem Ci o tym mówić
Piotr: dzięki
Piotr: to jest ironiczne
ms: co konkretnie - to dzięki?
Piotr: myślisz że tak łatwo odebrać sobie coś przyjemnego, jak już masz na talerzu? [i jak już część zjadłeś i jesteś w "ciągu"]
Piotr: tak, "dzięki" jest ironiczne
ms: ale jeżeli nie chcesz zgrubnąć, musisz mieć silną wolę
Piotr: widzę, że ta rozmowa zmierza w złym kierunku
Piotr: mało rozumiesz
ms: ale rozumiem Cię - byłeś dzieckiem
Piotr: jak rozumiesz, to nie mów takich rzeczy
ms: rozumiem
ms: wracając do wkurzenia przez kogoś, myślę że z reguły powód jest w nim
Piotr: nie wiem, czy Ci ufać, bo jest pewna sprzeczność w tym, co mówisz
ms: powód jest w tym, że ktoś np. Cię ignoruje
Piotr: "mamo, ja prosiłem mało", "przecież nie jest dużo"
ms: skąd ja to znam
Piotr: "mamo, te spodnie śmierdzą" "nie, nie śmierdzą"
ms: ja mówiłam - nie jem mięsa z ziemniakami, bo się czuję ciężko
Piotr: no to jak rozumiesz, to proszę Cię, miej trochę więcej wyczucia
ms: i zawsze dostawałam ziemniaki do mięsa
ms: to wynika, że ignoruje się dziecko
ms: a mnie wkurza, że ktoś wie lepiej, jak się czuję po mięsie z ziemniakami
Piotr: mówisz, że tłumiłaś gniew, ale ja tego nie rozumiem
ms: nie do końca tłumiłam. Tłumiłam już po płaczu mamy, ale to było jeszcze z mojej strony nie wszystko
ms: hamowałam się w pół kroku
ms: potem powinnam powiedzieć coś w stylu "odczep się ode mnie", tego już nie mówiłam, poza może jednym przypadkiem
ms: po wybuchu mama nie odzywała się do mnie tydzień
ms: odwracała się ode mnie, ignorowała mnie - to jest straszne dla dziecka
ms: ojciec mnie zmuszał do przeproszenia - byłam wściekła, że uległam, nie miałam jednak tydzień dłużej znosić takiej atmosfery w domu
ms: największe piekło było gdy stłukłam kryształowy wazon
ms: czasami tłumiłam gniew wcześniej t.j przed płaczem mamy, różnie to bywało - takich sytuacji było dużo, bardzo dużo niestety. Może ona miała nerwową pracę, może za mną nie przepadała, nie akceptowała mnie - nie wiem.
Piotr: no to jak Ci się udało potem wyładowywać gniew na innych, skoro miałaś już wzorzec z domu
ms: a na kim wyładowywałam?
Piotr: powiedziałaś, że potrafisz na kogoś huknąć i widzisz przyczynę w tym kimś
ms: a w tym sensie. Np drażni mnie sekretariat
Piotr: wkurza mnie trochę rozmowa z Tobą, po tym, gdy powiedziałaś, że była moja wina w grubnięciu, już nie chciałem z Tobą rozmawiać
Piotr: może na razie skończmy dzisiaj rozmowę
ms: nie wina w grubnięciu, nie o to mi chodziło
ms: dobrze skończmy
ms: chodziło mi oczywiście o zjedzenie wszystkiego, trzeba było się postawić, zjeść połowę, resztę trzeba by wyrzucić


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotrek dnia Nie 18:51, 16 Gru 2012, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 0:02, 16 Gru 2012    Temat postu:

Wiecie, co mi się w człowieku wydaje ciekawe? Że jest na tym świecie, który jest dla niego niebezpieczny, musi w związku z tym podejmować wysiłek, co więcej - jest pełen niewiedzy, rozgląda się przestraszony wokół, stara się jakoś zachować pion i żyć, a więc świat wydaje się mu wrogi, musi go przezwyciężać (swoją wolą?), a jednocześnie przecież jego skóra, głowa, cały ten organizm, na który on nie ma wpływu swoją wolą, jest przecież też tym człowiekiem. Mówi, że nie wie, jak to jest, że on się urodził, że on nie chciał się urodzić, ale przecież to właśnie on się urodził. Geny, struktura organizmu, której świadomie nie stworzył, są przecież częścią tego człowieka, to jest także on. Może on na przykład narzekać na zło na świecie, bać się go, starać się mu przeciwstawiać, ale przecież on wyrósł z tego samego świata, co ci inni źli ludzie, i jego lęk przed pożarem jest lękiem przed zjawiskami, które należą do tej samej rodziny, co ów człowiek. Powiedzmy, że zaangażowani dziennikarze z jakiegoś czasopisma deliberują z powagą nad sytuacją w Polsce, powiedzmy, że boją się czegoś. Zachowują się tak, jakby oni nie byli częścią tego świata, jakby nie chcieli istnieć, jakby musieli się przed czymś bronić, a przecież sami chcieli istnieć, skoro się urodzili. Przecież sami wybrali taką postać, taką skórę (wrażliwą na ogień, na kule z pistoletu) i to nic, że nie decydowali o tym w sposób taki, jak się wyraża swoją wolę. Przecież ich skóra, ich materiał genetyczny, ich struktura - czy to nie są oni? Czy ktoś z nich powie: to nie ja?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 12:53, 16 Gru 2012    Temat postu:

napisałem do koleżanki:

[to był wyimek z książki]

jestem chory psychicznie

zauważyłem to

ale to nie wszystko

widzę rzeczy których nie ma

jakie rzeczy?

robaczki

czemu je widzę?

bo posługuję się możliwością a nie faktem

dlaczego posługuję się możliwością a nie faktem>

niestety prawdopodobn. dlatego że uwierzyłem w Boga

dlaczego uwierzyłem w Boga?

bo mi to mówiono i jest to silna myśl naszej kultury

dlaczego wiążę robaczki z Bogiem?

bo tak samo jak robaczki Bóg jest możliwy ale nie pewny

w tej sytuacji poważnie zachęcam Cię do refleksji nad dalszym kształceniem Igi w tej szkole

[Iga chodzi do szkoły katolickiej; Was też zachęcam do refleksji, czy pozwalanie na urabianie umysłów Waszych bliskich przez możliwość, a nie fakt, nie mogą doprowadzić do takiego cierpienia, w jakim ja się znalazłem]


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotrek dnia Nie 12:55, 16 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 13:51, 16 Gru 2012    Temat postu:

co jest teraz
nieprzyjemne uczucie
co będzie potem
co będzie po śmierci?
nie wiem
najszczerzej mówiąc
nie wiem
co jest prawdopodobne?
nic nie będzie
dlaczego?
mózg przestaje pracować
ludzie są martwi
nauka zmierza do tego
nic nie będzie
to nie jest wiedza
wiedza to coś pewnego
to nie jest pewne
to jest prawdopodobne
ale są świadectwa Storma albo Faustyny
co robić?
nie może być i to i to zarówno prawdą
jeśli świadectwa Storma i Faustyny są prawdą
i wielu innych
to po śmierci jest trwanie, jest coś dalej
wtedy są dalej uczucia
uczucie trwa
co jest prawdopodobne?
że po śmierci uczucie nie trwa
dlaczego?
trzeba wybrać którąś ewentualność, nie można brodzić w alternatywnej, wyłączającej się ciemności
to jeszcze nie argument
jest to pierwszy argument
to jeszcze nie argument, byłby on aktualny także, gdybyś wybrał świadectwa o życiu po śmierci
tak
jaki jeszcze argument?
jest niegodziwością tak zwodzić człowieka
gdyby było życie po śmierci, powinno być to łatwiejsze do zbadania przez człowieka
niże konieczność oparcia się na niewielu świadectwach innych osób
można te świadectwa wytłumaczyć jako działanie mózgu
a więc powinienem oprzeć się na tym - a muszę się na czymś oprzeć - co jest mi dostępne
i co jest dostępne dla przeważającej grupy ludzi

a więc
teraz jest uczucie
po śmierci nie ma - prawdopodobnie - nic
jest to najbardziej prawdopodobne, ale nie pewne

dlaczego tak to badam?
bo uczucie teraz jest złe
złe też głównie z tego powodu, bo nie wiadomo co będzie w przyszłości
nie wiadomo, czy postawa jaką zajmuję, nie doprowadzi mnie do jeszcze większego cierpienia w przyszłości
uczucie jest teraz złe
jeśli wierzę w życie po śmierci, muszę zabrać się do roboty
bo to trwanie nigdy się nie skończy, trzeba żyć, żyć i żyć
muszę się wysilać
(choć właściwie nie wiadomo na czym miałoby to polegać, wiele sposobów już wypróbowałem, co wiem, że będzie bolesne)
wracam do wątku
teraz uczucie jest złe
jeśli nie ma życia po śmierci, nie trzeba się tym tak bardzo martwić
uczucie jest teraz złe
czasem będzie lepsze
czasem gorsze
nie ma tu tego "dramatyzmu wieczności"
przy 80-tce bądź wcześniej bądź później uczucie skończy się
jest prosto i spokojnie
nie biegam jak wszyscy wokół
ale nawet nie o to chodzi
jest wprawdzie źle
czasem trochę lepiej
ale to skończy się
nie ma dramatyzmu potem
nie ma strachu o "potem"
jeśli jest tylko uczucie złe
i nie ma uczucia po śmierci
to być może łatwiej stanę się spokojniejszy
i łatwiej zaniknie naturalnie uczucie złe i pojawi się tylko dobre

Magda: Dlaczego uważasz, że jeżeli życie po śmierci jest, to teraz musisz coś robić, wysilać się. Dlaczego?
Wydaje mi się, że jest wręcz odwrotnie - wysilać się, żeby żyć (nachapać się tego życia, skorzystać z życia, przeżyć życie) trzeba wtedy, gdy ono się skończy tutaj definitywnie.
Co najwyżej mógłbyś wysilać się religijnie, jeżeli jest Bóg. Jeżeli jest Bóg, a Ty cierpisz z powodu choroby, to chyba Bóg nie powinien mieć co do Ciebie większych wymagań, żebyś robił coś jeszcze. Masz tutaj wystarczająco bolesne przeżycia.

odpowiem Ci
niektórzy mistycy mówią
że tam jest strasznie dla grzeszników
ojciec Pio
Faustyna
zdaje się
że według tych ludzi trzeba się spowiadać
chodzić do kościoła
przyjmować Komunię
tylko takie życie spowoduje
że po śmierci nie będzie groźnie i strasznie i boleśnie
Faustyna: "najwięcej w piekle było osób, które w piekło nie wierzą"
ojciec Pio: "nawet najbardziej święci ludzi drżą z grozy przed trybunałem Boga, który ze wszystkiego ich rozlicza"
Kościół: "nie ma zbawienia poza Kościołem dla ludzi, którzy poznali prawdy chrześcijańskie i mieli możliwość przyjęcia ich" - coś w tym stylu

jeżeli jest coś potem, to trzeba zarobić na to potem

Magda: Nie wierzę, że tak jest, że jest to tak bezwzględnie rozliczane. To co czytam w ewangelii temu przeczy. Zbawieni zostali grzesznicy więksi od tych co nie chodzą co tydzień do kościoła, tacy co łamali wszystkie przykazania, dopuszczali się na zabójstw.
Myślisz, że ktoś kto zabił = temu co nie chodzi do kościoła?
Są tacy co wykonują wszystkie te obrządki, a nie wierzą naprawdę w Boga, wierzą w figurę, w obraz, w krzyż.

uczucie
teraz jest
jutro będzie uczucie
pojutrze będzie uczucie
boimy się złego uczucia i wtedy się hamujemy w mowie lub w działaniu
chętnie czasem powiedzielibyśmy więcej
ale boimy się
złego uczucia
kontrolujemy też jak się czujemy
staramy się tak dobierać słowa i czyny
by czuć się dobrze
kto się czuje dobrze
ja się czuję dobrze
nie teraz
teraz tak sobie
raczej dobrze
a wiadomo że to jest względne
dziś trochę za bardzo zaatakowałem dziewczynę
przechodzę do innego tematu
pierwotnego
uczucie
uczucie może być złe
i chęć wyjścia z niego może powodować nierozsądne i niepotrzebne działania

uczucie
uczucie dziś
jutro
pojutrze
jeśli jutro wybuchnie gaz i rani mnie śmiertelnie, to tylko dziś
i trochę jutro
uczucie
po co uczucie?
nie wiem
ja to uczucie?
nie myślę o wybuchu gazu zakładam że będę żył długo jeszcze
takie założenie może być błędne a jednak zupełnie usprawiedliwione
uczucie
ja pojawiam się głównie w relacjach z innymi i światem
rzecz w tym jednak że ciągle mam relacje ze światem
więc ciągle jestem ja
ja i uczucie są ściśle powiązane
idę na dworze i gdy coś robię dziwnego to wiem, że mogę być obserwowany
kto?
ja
jest to uczucie stałe, nie muszące być tworzone przez myśl, uczucie wstępne
ja to uczucie?
nie wiem
tak i nie
mówię o obserwowaniu na dworze
bo gdy czuję możliwość obserwowania
to dlatego
że ja jestem obserwowany
gdyby nie ja
nie byłoby uczucia nieprzyjemnego rosnącego, że "dziwny"
uczucie, że "dziwny" w innym oku tworzy uczucie nieprzyjemne
kto dziwny?
ja
ja i uczucie są ściśle powiązane
jeśli w sklepie zrobię coś dziwnego
dlaczego będzie to bolesne?
bo ja zrobiłem coś dziwnego
co to znaczy ja?
daremne próby odpowiedzi
ja to ja
wstępne
bez definicji
jestem
niestety

Magda: po co się hamować?

żeby komuś nie sprawić bólu

Magda: Ja myślę że hamujemy się dlatego że gdy powiemy komuś za dużo i sprawimy mu ból to on w odruchu obrony powie nam coś jeszcze gorszego i sprawi nam jeszcze większy ból.

postrzegam siebie jako taką oś wokół której jak wata cukrowa nalepiają się uczucia


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotrek dnia Nie 13:58, 16 Gru 2012, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Nie 14:36, 16 Gru 2012    Temat postu:

Jest ciekawe że na dworze główna myśl sprowadza się u mnie do myśli, że za mną jak odchodzę jest ktoś komu trzeba pomóc jak również że w każdym ciemniejszym miejscu może być żywa istota na ziemi której trzeba pomóc, sprowadza się to więc do ochrony innych.

W domu rzecz sprowadza się bardziej do czynienia porządku.

Ciekawe.

Przyjrzyjcie się tej kwestii możliwości.

Już dawno - już w Warszawie - myślałem, że wszystko zaczęło się od Boga, kwestia z robaczkami, które mogą być, zbyt mi przypominała moje cierpienia związane z wybraniem przez Boga, tam też pojawiające się myśli wskazywały na możliwość, a tę możliwość brałem za fakt

Skoro do modlitw i kontaktu z Bogiem w cudzysłowie doszedłem poprzez wiarę w Niego opartą na możliwości istnienia (Bóg jest możliwością, a nie faktem), to zobaczyłem związek z tym z robaczkami, nasuwał się sam; patrząc na papier toaletowy, którym miałem podetrzeć pupę, widziałem możliwość robaczków, a ta możliwość była tak silna, że mimo że po strzepnięciu nie było nic widać, to możliwość generowana przez umysł powodowała, że niemal je widziałem bądź czułem i dalej nie mogłem opamiętać się od strzepywania z papieru owych robaczków; zwróćcie uwagę że tak mogą powstawać choroby psychiczne polegające na widzeniu lub słyszeniu rzeczy których nie ma . Osoby te głęboko wierzą w coś, co powiedziano im, że jest możliwe, ale w żaden sposób nie można tego zweryfikować, jednak kulturowy nacisk na istnienie tego jest tak wielki, że przyjmuje się istnienie tego czegoś, a zakwestionowanie tego czegoś powoduje ból sumienia bądź strach. Tak wielki nacisk w naszej kulturze na możliwość Boga - czyli na możliwość w kwestii najistotniejszej w naszym życiu - powoduje skłonność do wiary w rzeczy możliwe, a nie istniejące*. Osoba widząca w schizofrenii nieistniejące rzeczy jest owładnięta tak naprawdę przez możliwość i ona czuje możliwość tak silnie, że już zatraca się różnica między faktem a możliwością. Jest to już prawie to samo, jakby widziała te rzeczy, z tym że faktycznie ona wciąż bardzo silnie pod wpływem strachu dopuszcza możliwość.

*Dodałbym: czyli może istnieć coś, mimo że tego nie widać. A nawet: istnieje coś (Bóg) mimo że tego nie widać. A Bóg ów ma zasadnicze znaczenie dla naszego życia.


Nasza kultura jest pełna hipokryzji. Psychiatrzy leczą w oparciu o paradygmat "umysł -> jest funkcją pracy mózgu" (patrz manifest Kandela [link widoczny dla zalogowanych]), wielu z nich jednak jest wierzącymi, czasami nawet wplatającymi wiarę religijną w proces leczenia, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie ta wiara jest jednym z istotnych elementów powstania psychozy. Hipokryzja myślenia przejawia się też w tym, że w gabinecie opierają się oni na założeniu przestawionym w manifeście, a w sobie oraz poza gabinetem nie kwestionują wiary religijnej a nawet ją praktykują, co jest sprzeczne z myślą, że umysł jest wytworem mózgu.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Piotrek dnia Nie 14:53, 16 Gru 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Piotrek




Dołączył: 09 Gru 2009
Posty: 978
Przeczytał: 2 tematy

Pomógł: 12 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Dolny Śląsk
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Czw 13:48, 20 Gru 2012    Temat postu:

Jedną z poważnych przyczyn cierpienia ludzi, jest bicie swoich dzieci przez dorosłych. Wystarczy jedno zbicie w tyłek, nawet nie duże, ale dotkliwe.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gloomystick




Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 6
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Polska
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Sob 4:22, 22 Gru 2012    Temat postu:

Cytat:
''Jedną z poważnych przyczyn cierpienia ludzi, jest bicie swoich dzieci przez dorosłych. Wystarczy jedno zbicie w tyłek, nawet nie duże, ale dotkliwe.''


Należy zapominać by nie cierpieć.
Trzeba nauczyć się wymazywać złe wspomnienia.
Realne tego typu czyny nie zlikwiduje się w najbliższym czasie.
To smutne, ale prawdziwe.
Przyjęcie tej oto metody walki z cierpieniem wyjdzie na dobre.
Zaznanie jakiegoś złego fizycznego lub psychicznego doznania nie może być rozmyślane, bo to strata czasu i zdrowia.
W szkołach jak najszybciej niech uczą tej metody, bo dąży ona do idealnego życia. Każdy chce żyć lepiej. Nie wprowadzając mojej idei świat dąży do autodestrukcji. To bolesne, ale przez cierpienie gorzej się nam żyje.
Moja opinia nie może być w jakikolwiek sposób podważona, bo ukazuje najlepsze rozwiązanie, a wybór gorszego czyli jakiegokolwiek innego rozwiązania jest czystą głupotą,idiotyzmem... lub ułomnością.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Gloomystick dnia Sob 4:25, 22 Gru 2012, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Budda
Gość






PostWysłany: Pon 21:30, 15 Lip 2013    Temat postu:

Ja uwazam, ze mozna nie cierpiec, kiedy nie wierzy sie w cierpienie. Pewnie brzmi to dziwnie, ale co tam^^ porownam moje podejscie do podejscia Buddy. Uwazal on, ze zycie i swiat to cierpienie, wiec trzeba jakos sie od niegio oderwac, odciac, co osiagnal swoimi praktykami, itd... kiedy czlowiek jest juznoczyszczony, pusty, to moze powrocic i na wszystko spojrzec bez cierpienia, a, wedlug mnie, z odpowiednia dawka milosci.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Etyka Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5
Strona 5 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin