Forum FILOZOFIA Strona Główna FILOZOFIA
Forum miłujących mądrość
 
 » FAQ   » Szukaj   » Użytkownicy   » Grupy  » Galerie   » Rejestracja 
 » Profil   » Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości   » Zaloguj 

Ogólna Teoria Wszystkiego
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 32, 33, 34  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Ontologia
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Tomasz z Bielawy




Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 250
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bielawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 18:28, 11 Cze 2013    Temat postu:

Pan_Dominik napisał:

Nie ma świadomości bez tego, co jest świadome, tak samo jak nie ma biegu bez tego, który biega. Gdyby "ja" było jedynie złudzeniem, nie istniałoby naprawdę, to nikt nie byłby tego złudzenia świadomy.
Twoje "nietzscheańskie" rozumowanie jest nie do utrzymania.
Ponadto, cały czas mówisz o byciu siebie świadomym, o własnym obrazie samego siebie. A to zupełnie inna sprawa Dlatego mówisz o przebudzeniu. Powtarzam, że aby spojrzeć na samego siebie, trzeba najpierw istnieć. Aby wyjść z samego siebie, trzeba najpierw istnieć.
A to właśnie "ja" jest racją świadomego bycia. Tylko coś świadomego może być także samoświadome. Wtedy powstaje obraz samego siebie, ale ja nie mówię o apercepcji.


Twoje "ja" jawi mi się jak opis dao w wikipedii:
Cytat:
Dao jest esencją wszechświata, stanowiącą podłoże wszelkich zmian. Nie może być opisane słowami (a jeżeli – jak głosił Zhuangzi – to tylko za pomocą paradoksów), gdyż ciągle się zmienia, ponadto każdy opis jest jedynie przybliżeniem rzeczywistości.

Ja widzę nieustanny ruch, ciągłe przemiany, nic określonego i stałego. Harmonia z "dao" przypomina mi "tak" Nietzschego dla praw Machiny, Kosmosu, dzieła stworzyciela. Dopiera moja wola, cele, które sobie postawię coś konkretyzują-regulują tą wzburzoną rzekę-moje "ja" przy jednoczesnej wiedzy o ścianach, które mnie ograniczają.
Wspomniany już G.Gurdżijew twierdził, że tak na prawdę wiele "ja" następuje po sobie, a nawet równocześnie w jednej osobie. Dopiero gdy spojrzymy na siebie jak na maszynę (centrum ruchowe, centrum myślowe, centrum seksualne itp.) wtedy możemy scalać wszystkie te "ja" w jedną całość np. poprzez ćwiczenia ruchowe, czy umysłowe...

Dlaczego Kierkegaard nie mógł skoczyć w wiarę? Ponieważ przy każdej próbie paraliżował go lęk przed nicością, lęk przed staniem się "kukłą" Boga.

Albert Camus dużo pisał o świadomym-nieświadomym życiu w "Micie Syzyfa". Automatycznie powtarzane codziennie czynności hipnotyzują aż pewnego dnia pytamy się po co żyć? Tu pojawia się chęć popełnienia samobójstwa.

Czy "ja" świadome nie jest związane równocześnie z percepcją i z jednoczesną apercepcją?

Wspominając o świadomości nie możemy zapominać o podświadomości i nad świadomości. Gdzie tu jest moje "ja". Chyba we wszystkich tych trzech naczyniach połączonych. I co wtedy jest samoświadome, czy nawet świadome w 100%?


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:18, 11 Cze 2013    Temat postu:

Nie zgadzam się, że "ja" uczestniczy procesach podświadomych, ponieważ rozgrywają się zwyczajnie poza świadomością. Podobnie to, co nazywasz "nadświadomością", z tego, co przeczytałem, jest procesem nieświadomym.

Cytat:
"ja" następuje po sobie, a nawet równocześnie w jednej osobie.


Zmiana "ja" to jednocześnie zmiana osoby.

Wiele "ja" następuje po sobie? Założenie, które 1) nic nie wnosi 2) jedynie produkuje nowe pytania 3) możliwe, że nie do utrzymania, wobec np. tego, że czas jest nieskończenie podzielny 4) i tak zakłada, że "ja" istnieje, i to nie jedno 5) Brzytwa Ockhama.

Ja także widzę nieustanny ruch, ale jestem podejrzliwy co do swoich zmysłów i intuicji "na pierwszy rzut oka".
Uważam, że nie można twierdzić, bez sprzeczności, że "wszystkie płynie", biorąc te zdanie dosłownie, gdyż wtedy chociażby stwierdzenie "wszystko się zmienia" było by niezmiennie prawdziwe.
U Heraklita samego Logos zdaje się być zasadą niezmienną. Ale nawet jeżeli da się pojąć Logos jako całkowicie zmienny, wtedy sama zasada, podług której wszystko jest zmienne, jest stała.
Z resztą, mnie zawsze było bliżej do Parmenidesa, jak do Heraklita. Ten pierwszy posługiwał się logiką, ten drugi zaś po prostu założył, że wszystko się zmienia, nie znając wszystkiego. Co nie znaczy, że nie szanuję Heraklita, bo szanuję go ogromnie.

Cytat:
Czy "ja" świadome nie jest związane równocześnie z percepcją i z jednoczesną apercepcją?

Jest związane, najoczywiściej, nierozerwalnie. Ale konieczność istnienia jednego dla istnienia drugiego nie musi działać w obie strony.

A Kierkegaard bał się tego, iż może stać się podobny Abrahamowi w tym, że będzie bez mrugnięcia okiem wykonywał wszelkie polecenia Boga, łącznie z takimi nawet, jak targnięcie na życie własnego syna.
Bał się poddać całkowicie woli Boga, rezygnując z własnej woli. Tutaj porównanie do lalki, szczególnie takiej na sznurkach, pasuje jak ulał.
I tak, jest to, w pewnym sensie, rezygnacja z samego siebie.

Cytat:
Albert Camus dużo pisał o świadomym-nieświadomym życiu w "Micie Syzyfa". Automatycznie powtarzane codziennie czynności hipnotyzują aż pewnego dnia pytamy się po co żyć? Tu pojawia się chęć popełnienia samobójstwa.

No tak. Tak to chyba jest, że człowiek może paść ofiarą codziennych rytuałów.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pan_Dominik dnia Wto 19:20, 11 Cze 2013, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:43, 11 Cze 2013    Temat postu:

Co do "dao" - nie znam dokładnie tego pojęcia, ale chyba nie o to mi chodzi. Ale tylko chyba.
Natomiast wspólne dla "ja" i "dao" jest to, iż są to pojęcia nieopisywalne w słowach, gdyż "ja" jest pojęciem elementarnym, nierozkładalnym na części, które dałyby się z osobna analizować.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomasz z Bielawy




Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 250
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bielawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:44, 11 Cze 2013    Temat postu:

Pan_Dominik napisał:
Nie zgadzam się, że "ja" uczestniczy procesach podświadomych, ponieważ rozgrywają się zwyczajnie poza świadomością. Podobnie to, co nazywasz "nadświadomością", z tego, co przeczytałem, jest procesem nieświadomym.


Ja" chociaż świadome może być całkowicie uzależnione od naszych wewnętrznych konfliktów (Karen Horney), z których nie zdajemy sobie sprawy bo są nieświadome. Więc co to za świadomość gdy mówimy komuś "nie" a powinniśmy dla swojej korzyści powiedzieć "tak" i nie wiemy dlaczego powiedzieliśmy "nie" i nie potrafimy powiedzieć "tak". Tak trudno przeskoczyć czasami samego siebie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 11:49, 12 Cze 2013    Temat postu:

A, w takim sensie to tak.
Chociaż powiedziałbym, ze podświadome procesy rodzą w nas chęci kierowani się własnym interesem. Instynktownie szukamy własnej wygody.
Ale świadomie możemy odmówić sobie tych najprostszych potrzeb dla celu, który uważamy za dobry.
Nie mam dowodów upewniających mnie, że tak właśnie jest, jak mówię. Ale chcę w to wierzyć, ponieważ taka wiara jest dobra.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pan_Dominik dnia Śro 11:50, 12 Cze 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Mateusz-Drabik




Dołączył: 11 Cze 2013
Posty: 95
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/2

Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Pon 12:49, 17 Cze 2013    Temat postu:

Przeczytałem pobieżnie ten wątek, widziałem tu wypowiedzi, ateistów, teistów, no i rzecz jasna, specyficzne podejście zakładającego ten wątek. Moje poglądy w większości spraw są dość Katolickie, więc przedstawię moje teorie dotyczące kluczowego budulca meta wszechświata, w oparciu o ten nurt kulturowy.

Zacznę od tego, o czym ostatnio było dużo pisane, czyli o „ja”. Przede wszystkim, samoświadomość w moim, głębokim rozumieniu musi być powiązana z wolną wolą. Wolna wola z materialnego (ateistycznego) punktu widzenia jest mitem. Nasze decyzje są efektem 100% determinacji przez okoliczności, np. rodzina, kultura, dna, dostępna technologia, itd. Polecam w tym temacie artykuł mojego autorstwa „Decyzyjność kluczem człowieczeństwa”, znajdujący się na mojej stronie [link widoczny dla zalogowanych] . Na płaszczyźnie ateizmu, objawia się nam zatem pewien paradoks, ponieważ twórca poglądu „ateizm”, z definicji własnego poglądu godzi się na fakt, że zarówno to, iż doszedł do tego poglądu, jak i reszta jego działalności, to efekt okoliczności, a nie jego samego. Świadomość tego typu, jest ograniczona do funkcji bycia czymś w rodzaju algorytmu, którego działania są przejawem wszystkiego innego, a nie jej samej (świadomości). Ja osobiście nie nazywałbym czegoś takiego świadomością, ale iluzją świadomości. Teizm, najszerzej rozumiany, pozwala w zasadzie na wszelkie wariacje, więc tutaj trudno mi coś dopisać istotnego. Według Katolicyzmu, wolna wola jest dana od Boga, nie ma odzwierciedlenia w materii (nie ma sensu badać jej naukami fizycznymi), dzięki czemu świadomość jest w istocie funkcjonująca, a nasze zasługi realnie nasze.

Dla mnie, najistotniejszą postawą do moich poglądów, jest fakt metafizyczny na starciu bytu i niebytu, który skutkuje koniecznością realnego funkcjonowania rzeczywistości niematerialnej, transcendentalnej, na której szczycie (z punktu widzenia człowieka lub też totalnie – ale tego z założenia wiedzieć nie możemy, bo nie mamy totalnego punktu widzenia) stoi Bóg. Żeby się nie rozpisywać, znów posłużę się moją stroną i zachęcę do przeczytania artykułu „Byt, a niebyt” na mojej stronie (http://mateusz-drabik.com/ ).

Według moich wniosków z wielu analiz wynika, że metafizycznymi budulcami meta wszechświata są byty: dobra, osobowości, logiki – z czego ten pierwszy jest kluczowy. Dobro jest z definicji działaniem bytu samoświadomego, w sposób cnotliwy (nie dla innych korzyści), a jego efektem jest suma skutków o wektorze dodatnim. Zło, jest działaniem tego samego rodzaju bytu, w sposób nie przymuszony, którego suma skutków ma wektor ujemny. Człowiek jest tak skonstruowany, że dobro jest trudne, a zło łatwe, dlatego mając (chociaż podświadomą wiedzę – czyli wtedy, kiedy sumienie mówi „nie”), że dana czynność jest zła, robimy ją, bo… bo tak, bo po prostu robimy. Jest to oczywiście nielogiczne działanie, ale każdy w mniejszej lub większej skali, na niższym lub wyższym poziomie tolerancji wysiłku, odpuszcza sobie, a wtedy dzieje się jakieś zło. Wektor ujemny oznacza tyle, że takie dążenie zbliża rzeczywistość ku niebytowi (definicją niebytu jest to, że go nie ma – nie jakaś bezkresna próżnia, itp., pojęcie niebytu nie jest fizykalne, a metafizyczne!). Dobro zaś, przeciwnie – ono buduje. Dlatego tylko jako cnota jest w istocie dobrem, a nie rachunkiem ekonomicznym dla własnej korzyści. Wszystkie okoliczności naszego funkcjonowania wskazują, że celem życia, jest dobro – posiadanie sumienia, samoświadomość, niewyczerpalność możliwości ekspansyfikoswania go, możliwość obiektywnej oceny (zakładając istnienie Boga wszechmogącego, który wie, jakie „talenty” i okoliczności mieliśmy „wyjściowo”), niemożność oddalenia się od konieczności podejmowania decyzji moralnych, itd. Raz jeszcze uproszczę sobie sprawę i tym razem polecę artykuł „Cel życia” na mojej stronie, aby pytań zbędnych uniknąć i nie tracić mojego, i Waszego czasu bez potrzeby.

Zbliżam się powoli do mojego ogólnego wniosku na temat „teorii wszystkiego”, jak to nazwał założyciel wątku. Mianowicie, mając kilka faktów przed sobą: niemożność powstania rzeczywistości materialnej z niebytu, ani istnienia „wiecznie”, niepojętość (z założenia) funkcjonowania rzeczywistości transcendentalnej, fenomen dobra i zła, oraz brak niebytu, stwierdzam w formie hipotezy, że prawdopodobną, najbardziej fundamentalną, meta jednostką wszystkiego, jest cnota dobra (przeciwność dążenia do niebytu, budującą coś, a nie niszcząca), zrealizowana poprzez świadomość bytu (Boską, jako osoby), funkcjonującą w ramach logiki (nie możemy za wiele powiedzieć o logice w rzeczywistości transcendentalnej, bo nic o niej nie wiemy prawie, ale można na bazie niemal wszystkiego co obserwujemy, uznać ją jako realnie istniejącą i nie mającą realnego odbicia w cząsteczce materialnej).

Jasne, jest wiele pytań, jednak warto przed ich zadaniem sprawdzić, czy nie pytają o rzeczy z definicji uznane za niepojęte, a zarazem koniecznie, bo wtedy takie pytanie jest błędem logicznym i nie ma racji bytu. Tą pokusę, zadawania wykraczających poza nasze możliwości pytań, można dość łatwo wyjaśnić z paradoksu. Skoro Bóg wszechmogący stworzył rzeczywistość, w której celem życia dla ludzi jest cnota dobra, to marnością czasu – złem zatem, jest drążenie tematów bezsensownych, bo w tym czasie jest wiele dobra do zrobienia. Dobrym przykładem na to, ile można dobrego robić, jest moim zdaniem Matka Teresa z Kalkuty. Mali są Ci (w tym może i ja relatywnie), którzy z chciwości wiedzy, w gruncie rzeczy bezsensownej, mając klarownie ukazany sens życia, odczuwalny przez sumienie, nawet bez wiedzy na jego temat, mimo wszystko przez jakąś formę snobizmu, wychodzą poza ramy filozofii w swych analizach. Filozofią nie jest drążenie bezsensownych i dziwacznych, oderwanych od rzeczywistości teorii, bo może ktoś „to kupi”. Filozofia to umiłowanie mądrości, mądrością jest trzymanie się założeń logicznych, no a logika wskazuje na dobro, które zawsze im większe, tym większym wysiłkiem aktu woli jest obciążone.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomasz z Bielawy




Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 250
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bielawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 10:19, 18 Cze 2013    Temat postu:

Mateusz-Drabik napisał:
(...) Moje poglądy w większości spraw są dość Katolickie, więc przedstawię moje teorie dotyczące kluczowego budulca meta wszechświata, w oparciu o ten nurt kulturowy.

Teorie Katolickie zakładają dogmaty Autorytetu kościelnego-dla mnie jest to ukryty objaw ateizmu teistycznego.

Mateusz-Drabik napisał:
(...) Wolna wola z materialnego (ateistycznego) punktu widzenia jest mitem. Nasze decyzje są efektem 100% determinacji przez okoliczności, np. rodzina, kultura, dna, dostępna technologia, itd.

TOMASZ MAZUR (O FRYDERYKU NIETZSCHE):
Cytat:
Ciało, jeżeli jest zdrowiem, musi być ucieleśnioną wolą mocy, musi rość, szerzyć się, przyciągać do siebie, dążyć do uzyskania przewagi, nie z jakichkolwiek pobudek moralnych czy immoralnych, lecz tylko dlatego, że żyje i życie jest wolą mocy.
A Fryderyk Nietzsche i jego wola? A Albert Camus i jego bunt? Stosujesz duże uogólnienia. No chyba, że uznasz ich za osoby wierzące. Erich Fromm uważał np., że jesteśmy całkowicie zdeterminowani ale istnieje pewnego rodzaju wolność-wiedza o konsekwencjach naszych wyborów.
DUNS SZKOT:
Cytat:
Znaczy to, że dobro jest dobrem dlatego i o tyle, o ile przyjmuje je Bóg, i że jedynym źródłem wartości ludzkiego postępowania jest wola Boga, nie ograniczona żadnymi znanymi człowiekowi i żadnymi niewzruszonymi normami.
Mateusz-Drabik napisał:
Teizm, najszerzej rozumiany, pozwala w zasadzie na wszelkie wariacje, więc tutaj trudno mi coś dopisać istotnego. Według Katolicyzmu, wolna wola jest dana od Boga, nie ma odzwierciedlenia w materii (nie ma sensu badać jej naukami fizycznymi), dzięki czemu świadomość jest w istocie funkcjonująca, a nasze zasługi realnie nasze.

Piszesz, że Teizm pozwala na wszelkie wariacje, a czy przypadkiem nie zapomniałeś o agnostykach, nihilistach, egzystencjalistach, sceptykach, filozofach? Wystarczy pobiegać po górach żeby dowiedzieć się coś o woli i jej związku z ciałem (materią).

Mateusz-Drabik napisał:
Według moich wniosków z wielu analiz wynika, że metafizycznymi budulcami meta wszechświata są byty: dobra, osobowości, logiki – z czego ten pierwszy jest kluczowy. Dobro jest z definicji działaniem bytu samoświadomego, w sposób cnotliwy (nie dla innych korzyści), a jego efektem jest suma skutków o wektorze dodatnim. Zło, jest działaniem tego samego rodzaju bytu, w sposób nie przymuszony, którego suma skutków ma wektor ujemny..

Pytanie mam do ciebie takie: czy Bóg jest dobrem czy dobro jest poza Nim a może nad Nim? Dobro wg definicji katolickiej nie jest dla mnie czymś uniwersalnym, globalnym czy ahistorycznym ("Z genealogii moralności" F. Nietzsche). Gdyby światem rządziło by prawo łaski świat ten byłby nie do wytrzymania, chodzi mi tu o łaskę autorytetu czyli pochodzącą od ludzi a nie od Boga. FRYDERK NIETZSCHE:
Cytat:
Czyż wszelkie życie nie jest samo przez się rozbojem i zabójstwem? A gdy słowa powyższe uświęcono, czyż tem samem prawda nie została zabita?
Lub byłoż to może kaznodziejstwo śmierci, uświęcające wszystko,
co życiu przeczyło, od życia odmawiało?
Zło jest czymś naturalnym, związanym z chęcią życia, przy czym można tutaj zaznaczyć, że istnieje inne zło, nie pierwotne, które kojarzy mi się z chęcią "szatanienia"-dotyczy to sado-masochistycznych zboczeńców-psychopatów.
LEW SZESTOW:
Cytat:
(...) kiedy tak hojnie obdarowany człowiek ma choć jedną wadę, to wada ta jest jego prawdziwym obliczem, a nawet więcej: staje się sama w sobie zale­tą, i to piękną zaletą.
Mateusz-Drabik napisał:
Człowiek jest tak skonstruowany, że dobro jest trudne, a zło łatwe, (...)
Nigdy nie zrobiłem niczego w imię zła czy jakiegoś tam Szatana, chociaż wiele zrobiłem, powiedziałem, pomyślałem złego
ANTHONY BURGESS:
Cytat:
Kto wie, może Bóg woli zło z ferworu niż dobro z przymusu?
co później żałowałem. Trudno być dobrze wychowanym i hamować się aby kogoś nie "zadżumić". O intencji już nawet nie mówię.
Mateusz-Drabik napisał:
Dobrym przykładem na to, ile można dobrego robić, jest moim zdaniem Matka Teresa z Kalkuty.
Matka Teresa pomagając innym udowodniła, że nie była taką wzgardzicielką ciała jakim ty mi się jawisz.
Mateusz-Drabik napisał:
Filozofia to umiłowanie mądrości, mądrością jest trzymanie się założeń logicznych, no a logika wskazuje na dobro, które zawsze im większe, tym większym wysiłkiem aktu woli jest obciążone.

Bardzo ładnie tylko ja dochodzę do całkowicie odwrotnego wniosku: każda logika doprowadza nas do sprzeczności, absurdu i paradoksu. Filozofia to dla mnie szukanie prawdy choćby była by dla nas niewygodna.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tomasz z Bielawy dnia Wto 10:20, 18 Cze 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 15:54, 18 Cze 2013    Temat postu:

Św Augustyn podkreślał, że Bóg nie jest dobry, piękny, albo jakikolwiek w taki sam sposób, jak w przypadku ludzi albo innych stworzeń. Np kostka może być czerwona, albo zielona, ale być zielonym, albo być czerwonym nie oznacza "być kostką". Bycie zielonym nie jest cechą konieczną dal bycia kostką, jest zatem zieloność cechą akcydentalną kostki. Tak to mniej więcej tłumaczy Arystoteles. Bóg zaś, podług Augustyna, nie jest piękny, ale jest samym pięknem. Nie jest dobry, ale jest samym dobrem. Nie posiada umysłu, ale jest samym umysłem. Co więcej, czasem wydaje się, czytając wielu chrześcijańskich filozofów (szczególnie u Kuzańczyka), ze Bóg jest własnym działaniem, czyli, w jakimś sensie, a może nawet dosłownie, Bóg i Akt Stwórczy są tym samym. Trudno to pojąć, ale warto zwrócić na taką interpretację uwagę.
W takim razie, Augustyn odpowiedziałby Tobie, Tomaszu, prawdopodobnie "tak, Bóg i Piękno to to samo, przy czym Piękno, którym jest Bóg, nie jest tym samym, co piękno np. kwiatu"...mnie się wydaje, że tak by odpowiedział.

Zgadzam się z Tomaszem, że teizm nie ma monopolu na wolną wolę.
Nawet fizykalistyczna wizja świata niekoniecznie pociąga za sobą odrzucenie wolnej woli, skoro współczesna fizyka wydaje się dopuszczać, że świat jest jednak indeterministyczny. A przecież ateista nie musi być fizykalistą.

Pamiętajmy też, że Kościół Katolicki cały czas odżegnuje się od platonizmu (a może raczej neoplatonizmu?) twierdząc, że ciało jest dobre. Na wielu soborach właśnie ta sprawa była pierwszorzędna - tworzenie dogmatów, które przeciwdziałałyby manichejskim tendencjom.
Mnie się wydaje, że ciało dla chrześcijan jest czymś dobrym, skoro 1) zostało dane przez Boga 2) zmartwychwstanie ma obejmować ciało.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pan_Dominik dnia Wto 16:05, 18 Cze 2013, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomasz z Bielawy




Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 250
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bielawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:11, 18 Cze 2013    Temat postu:

Pan_Dominik napisał:
(...) Bóg zaś, podług Augustyna, nie jest piękny, ale jest samym pięknem. Nie jest dobry, ale jest samym dobrem. Nie posiada umysłu, ale jest samym umysłem. (...) W takim razie, Augustyn odpowiedziałby Tobie, Tomaszu, prawdopodobnie "tak, Bóg i Piękno to to samo, przy czym Piękno, którym jest Bóg, nie jest tym samym, co piękno np. kwiatu"...mnie się wydaje, że tak by odpowiedział.

Jeśli Bóg jest dobrem to jest przez to dobro zdeterminowany, więc nie jest wszechmogący, więc jest bożkiem.
Jeśli to dobro boskie jest niezrozumiałe dla człowieka i nie można go porównać z ludzkim jego (dobra) pojęciem to nie wiem po co w ogóle padają takie określenia-po prostu Bóg jest poza wyobraźnią więc i poza wszelkim językiem.
Pan_Dominik napisał:
Co więcej, czasem wydaje się, czytając wielu chrześcijańskich filozofów (szczególnie u Kuzańczyka), ze Bóg jest własnym działaniem, czyli, w jakimś sensie, a może nawet dosłownie, Bóg i Akt Stwórczy są tym samym. Trudno to pojąć, ale warto zwrócić na taką interpretację uwagę.

Mnie najlepiej podoba się teoria Simone Weil gdzie istnieje podział na Stwórcę i na dzieło, które stworzył. Bóg jest tu rozdwojony. Stwórca jedynie się przygląda "Machinie".
SIMONE WEIL:
Cytat:
Bóg nie jest wszechmocny, ponieważ jest Stwórcą. Akt stworzenia jest abdykacją. Ale jest On wszechmocny w tym sensie, że jego abdykacja jest dobrowolna: zna jej skutki i chce ich.

Pan_Dominik napisał:

Mnie się wydaje, że ciało dla chrześcijan jest czymś dobrym, skoro 1) zostało dane przez Boga 2) zmartwychwstanie ma obejmować ciało.

1) "oczy wam się otworzą i umrzecie"-mnie ciało jako coś danego od Boga kojarzy się z więzieniem rozumu, z grzechem pierworodnym, zerwaniem owocu z drzewa poznania dobra i zła a więc z prawem, które będzie odtąd miażdżyć człowieka potęgując w nim poczucie grzechu nawet poprzez intencję.
2)Bardzo ciekawe tylko nie wiem czy chrześcijanie tak to spostrzegają.
PS
Mam nadzieję, że zmartwychwstający nie będą wyglądać jak zombie.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 19:59, 18 Cze 2013    Temat postu:

Mnie ciało kojarzy się bardzo dobrze.
Pokusy mogłyby istnieć nawet, gdyby nie istniało ciało np. pycha, która jest przez np. Lewisa uważana za najgorszy z siedmiu grzechów głównych.

W Nowym Testamencie Jezus, po zmartwychwstaniu, jest cielesny inaczej jak inni. Jest wspomniane o tym, że wchodził do pomieszczenia mimo drzwi zamkniętych. Co więcej, wiele osób, które znały Jezusa za Jego życia przed zmartwychwstaniem, nie mogło rozpoznać Chrystusa. Niemniej był to nadal Jezus cielesny; jadł podaną mu przez uczniów rybę.
Słyszałem kiedyś taką wizję, opartą niejako na tych własnie argumentach, że ciało po zmartwychwstaniu jest jakoś podległe woli. Tak więc, w gruncie rzeczy, być może będzie można wyglądać jak zombie...o ile będzie się chciało. Ale to już jest taka zgadywanka, mało mająca z filozofowaniem wspólnego


Cytat:
Jeśli Bóg jest dobrem to jest przez to dobro zdeterminowany, więc nie jest wszechmogący, więc jest bożkiem.

Tak, ale skoro Bóg i Dobro to jedno, Bóg jest niczym innym zdeterminowany, jak samym sobą. A wtedy niekoniecznie mamy do czynienia ze zniewoleniem. Myślę, że według Augustyna Bóg jest tak doskonale wolny, że sam stanowi o tym, jaka jest Jego natura. Nie ma bowiem żadnej cechy Boga, która nie byłaby zarazem Nim samym.
Poza tym, u Augustyna zdaje się być tak, iż cokolwiek Bóg by robił, byłoby dobre. Mógłby wszystkich powrzucać, jak leci, do ognia, i zdaje się, że byłby nadal dobry. Podobnie zdawał się myśleć Pascal. Wychodzi to szczególnie przy założeniu, że nie od nas, a [url]jedynie[/url] od Boga zależy, czy będziemy zbawieni, czy nie.

Czytałeś może "Horror Metaphysicus" Leszka Kołakowskiego?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pan_Dominik dnia Wto 20:07, 18 Cze 2013, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 20:10, 18 Cze 2013    Temat postu:

Nie znaczy to jednak, że nazywanie Boga "dobry" nie jest niesłuszne. Tutaj chodziło raczej o to, że Bóg nie jest złożony z niczego innego, jak z siebie samego, i że Jemu nie przysługuje nic, co nie byłoby samym Bogiem.
Mistrz Eckhart zwraca jednak uwagę, że nazywanie Boga dobrym jest niewłaściwe, gdyż jest to odniesienie Boga do Jego stworzenia, a przecież Bóg jest święty, co w języku hebrajskim oznacza "odcięty", "oddzielony", czyli, jak się wydaje, zgoła różny od wszystkiego, cokolwiek jest poza Nim.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tomasz z Bielawy




Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 250
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bielawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Wto 21:44, 18 Cze 2013    Temat postu:

Pan_Dominik napisał:
Mnie ciało kojarzy się bardzo dobrze.
Pokusy mogłyby istnieć nawet, gdyby nie istniało ciało np. pycha, która jest przez np. Lewisa uważana za najgorszy z siedmiu grzechów głównych.

Główna idea, która mi przyświeca to "wciałowstąpienie". I widzę w wyobraźni mężczyznę codziennie się gimnastykującego, zwiększającego ilość ćwiczeń do olbrzymiej liczby-cel-przezwyciężenie własnego ciała. Ma nadzieję, że umierając niebo będzie bezchmurne i nie zobaczy horyzontu na bezkresnym niebie.
Aby przeskoczyć własne ciało musi być ono wprzódy zdrowe i bardzo sprawne.
Uczynił ze swojego ciała cnotę. Został uwięziony przez swoje ciało. Był mu posłusznym. Poznał ściany swojej celi. Ciało ogranicza sromotnie. Postanowił je przeskoczyć i wiedział, że od tego jego zanik będzie pochodził.
Umrzeć pod bezchmurnym lazurowym niebem w ogromny upał.

Pan_Dominik napisał:
W Nowym Testamencie Jezus, po zmartwychwstaniu, jest cielesny inaczej jak inni.(...)

...a Niewierny Tomasz pogrzebał mu paluchami w Jego ranach.

Pan_Dominik napisał:
Tak, ale skoro Bóg i Dobro to jedno, Bóg jest niczym innym zdeterminowany, jak samym sobą. A wtedy niekoniecznie mamy do czynienia ze zniewoleniem. Myślę, że według Augustyna Bóg jest tak doskonale wolny, że sam stanowi o tym, jaka jest Jego natura. Nie ma bowiem żadnej cechy Boga, która nie byłaby zarazem Nim samym.

Jeśli Dobro jest Bogiem to czy może być on Złem? Jeśli nie, nie jest wszechmogący, jest bożkiem. Cechy Boskie są nie do wyobrażenia. Dobro więc jest dla mnie tutaj raczej synonimem Władzy, ale jeśli nie może być Niewładzą to czy może być wszechmocny jeśli nie może być wszystkim?
Dochodzę do wniosku, że tylko taki Bóg wszechmogący poza wyobraźnią istnieje i jest możliwy. Jest to sąd, nie nam jednak osądzać, wyroki Boskie są poza naszą wyobraźnią. Czy więc powstaliśmy na Jego wizerunek? Tak, w sensie tym, że wraz z aktem powstania, stworzenia posiedliśmy INSTYNKT WŁADZY (wolę życia). Grzech pierworodny to grzech powstania.
Pan_Dominik napisał:
Poza tym, u Augustyna zdaje się być tak, iż cokolwiek Bóg by robił, byłoby dobre. Mógłby wszystkich powrzucać, jak leci, do ognia, i zdaje się, że byłby nadal dobry. Podobnie zdawał się myśleć Pascal. Wychodzi to szczególnie przy założeniu, że nie od nas, a [url]jedynie[/url] od Boga zależy, czy będziemy zbawieni, czy nie.

Patrz-”Biesy” Dostojewskiego i Aleksiej Niłycz Kiryłow-,,wszystko jest dobre, nawet największa, najpodlejsza zbrodnia”, wszystko jest spełnieniem Woli Bożej i Jezus jest największym szubrawcem, Barankiem Bożym, który bierze na siebie wszystkie grzechy tego Świata WOLI Bożej albo nie jest wszechmogący i może interweniować w nasz świat.
Coś o predestynacji:
Cytat:
16 Nikt nie zapala lampy i nie przykrywa jej garncem ani nie stawia pod łóżkiem; lecz stawia na świeczniku, aby widzieli światło ci, którzy wchodzą.

17 Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, ani nic tajemnego, co by nie było poznane i na jaw nie wyszło.

18 Uważajcie więc, jak słuchacie. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, temu zabiorą i to, co mu się wydaje, że ma.

Pociemniało strasznie od tego światła.
Pan_Dominik napisał:
Czytałeś może "Horror Metaphysicus" Leszka Kołakowskiego?

Ja nie czytałem.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Pan_Dominik




Dołączył: 08 Lis 2012
Posty: 249
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Okolice Poznania
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 20:17, 19 Cze 2013    Temat postu:

W takim razie polecam tę książkę. Jest tam sprawnie, bo bez lania wody, omówiona problematyczna sytuacja, powstała w momencie, gdy chrześcijańska Wizja Boga, odziedziczona, przynajmniej do pewnego stopnia, po żydowskiej tradycji, zderzyła się z neoplatońską ideą Najwyższego Bytu.
Znakomita książką, tym razem z małą (a w zasadzie żadną) dozą humoru, tak charakterystyczną dla Leszka Kołakowskiego, co tylko podkreśla wagę problemu.

Zgadzam się z Tobą - wszystkie próby zrozumienia Boga są naprawdę małe, a być może nie mają żadnego znaczenia. Mimo to nie rezygnuję.
A ogromnym problemem wydaje się myślenie zakładające niezmienność Boga. Jakże Bóg niezmienny, poza czasem, którego jest stwórcą, istniejący w jakimś dziwnym "nieporuszonym teraz", może być wolny? Jak można podejmować decyzje, nie mając przeszłości ani przyszłości?
I czy są takie decyzje, które, nie do pomyślenia jest, aby Bóg podjął np. pokłonił się Szatanowi?
I co to znaczy "wszechmocny"? Kiedy rozmyślam o wszechmocy, rozumiem ją jako możliwość uczynienia wszystkiego. Ale wszystko też ma, w pewnym sensie, swoje granice. Kiedy pytali Parmenidesa - co istnieje?, odpowiadał - wszystko. Parmenides wykreślał ze zbioru wszystkości niebyt, i jest to właściwe rozumowanie. Dlatego wszechmoc nie obejmuje możliwości czynienia nicości. A nicością jest coś, co jest sprzeczne np. kwadratowe koło. Ono nie ma prawda istnieć w jakimkolwiek sensie. Bóg zatem nie może uczynić kwadratowego koła, chociaż byli filozofowie, którzy nie zgodziliby się ze mną. Jeżeli natura Boga, która, w myśl filozofii Augustyna, jest tożsama z Bogiem, charakteryzuje się także bezwzględną dobrocią, to Bóg Zły jest sprzecznością, a zatem nicością. Tym samym, nie umniejsza to wszechmocy Boga. Tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę podejście Augustyna do zła. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Augustyn przed trzydziestką żywo interesował się filozofią manicheizmu.
Otóż Augustyn, posiłkując się Plotynem, przyjmował, że zło jest czystym brakiem, negacją tego, co być powinno, jak np. dziura w jeansach. A że Bóg był najczęściej w historii myśli ludzkiej rozumiany jako skończona aktualność, dziwna byłaby myśl, że Bogu czegokolwiek mogłoby zabraknąć, że więc mogłoby w Nim być jakieś zło.

Ale być może jest zupełnie inaczej...


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
remic1
Gość






PostWysłany: Śro 22:14, 19 Cze 2013    Temat postu: ...

Próba jakiegokolwiek tłumaczenia, materializowania, obrazowania Boga to chyba efekt niezrozumienia tego pojęcia - zarówno przez wierzących jak i ateistów. Bóg nie jest po to żeby o nim dyskutować. A przynajmniej nie tu i nie w taki sposób! To dla mnie obrzydliwie głupie. Ja staram się nie być ani ateistą ani agnostykiem ani wierzącym - po prostu nie myślę o Bogu. W ogóle. Staram się żyć jakby to pojęcie nigdy nie istniało. Na pytanie "czy bóg istnieje" odpowiadam sobie tym, że przestaję myśleć i nie dokładam ani słowa, ani nie stawiam kolejnych pytań. Czasem tylko zadaję sobie pytanie "a co by powiedział na to Bóg". To mi pomaga czasem podejmować decyzje - pomimo tego, że nie mam pojęcia kto to Bóg i nigdy o nim nic nie słyszałem - ba! nawet nie wiem co to takiego!
Powrót do góry
Tomasz z Bielawy




Dołączył: 21 Maj 2013
Posty: 250
Przeczytał: 17 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/2
Skąd: Bielawa
Płeć: Mężczyzna

PostWysłany: Śro 22:47, 19 Cze 2013    Temat postu:

Pan_Dominik napisał:
(...) omówiona problematyczna sytuacja, powstała w momencie, gdy chrześcijańska Wizja Boga, odziedziczona, przynajmniej do pewnego stopnia, po żydowskiej tradycji, zderzyła się z neoplatońską ideą Najwyższego Bytu.

Postaram się tą książkę kiedyś przeczytać. Przypomina mi to podział stosowany przez irracjonalistę Lwa Szestowa, we wszystkich znanych mi jego dziełach, na Ateny i Jerozolimę, czyli na wiarę tłumaczoną przez rozum szkoły filozofów i na wiarę proroków.
Pan_Dominik napisał:
Zgadzam się z Tobą - wszystkie próby zrozumienia Boga są naprawdę małe, a być może nie mają żadnego znaczenia. Mimo to nie rezygnuję.

Nie próbuję zrozumieć Boga-czekam na "iluminację".
Pytanie jakie mi się tu pojawia czy wiara ma dać człowiekowi ukojenie, spokój, szczęście czy "bojaźń i drżenie" przeplatane nadzieją, radością?
Cytat:
„Pan powiedział, że będzie mieszkał w mroku"
(I Kri., 8, 12).
Cytat:
Aby jednak w ogóle móc ujrzeć świat­ło nadziei, trzeba właśnie zamieszkać na bezdomnej pustyni beznadziejności. Trzeba opuścić się na samo dno otchłani, by w nieprzeniknionych ciemnościach i ni­czym nie zmąconej ciszy oczekiwać na łaskę nadziei.

FRYDERYK NIETZSCHE:
Cytat:
Nie jestże widzenie - widzeniem przepaści?

Pan_Dominik napisał:
(...)
I czy są takie decyzje, które, nie do pomyślenia jest, aby Bóg podjął np. pokłonił się Szatanowi?

Decyzje mógłby podjąć jakiekolwiek gdyby był człowiekiem np. jako Jezus Chrystus.
Pan_Dominik napisał:
I co to znaczy "wszechmocny"? Kiedy rozmyślam o wszechmocy, rozumiem ją jako możliwość uczynienia wszystkiego.
Dla mnie wszechmocny to połączenie super mocy z niemocą. W swojej niemocy Bóg w postaci człowieczej mógłby zmazać swój grzech pierwotny-stworzenie świata, grzech super mocy.
Pan_Dominik napisał:
Bóg zatem nie może uczynić kwadratowego koła, chociaż byli filozofowie, którzy nie zgodziliby się ze mną.

Pewnie mógłby uczynić z koła kwadrat lub odwrotnie a kwadratowe koło to bezsens językowy, z którego pewnie jakiś kombinator od słówek może i uczyniłby sens w jakiejś przenośni.
Pan_Dominik napisał:
Jeżeli natura Boga, która, w myśl filozofii Augustyna, jest tożsama z Bogiem, charakteryzuje się także bezwzględną dobrocią, to Bóg Zły jest sprzecznością, a zatem nicością. zabraknąć, że więc mogłoby w Nim być jakieś zło. (...)

Jeśli Bóg jest jeden to nie ma dualizmu w nim. Czy jest dobry czy zły o tym orzekają ludzie. Jeśli Dobro Boga jest czymś dla człowieka niepojętnym i nie ma żadnych odnośników do dobra wywodzącego się z ludzkiej moralności, etyki to nie wiem po co używać jakichkolwiek określeń natury Boga.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum FILOZOFIA Strona Główna -> Ontologia Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3 ... 7, 8, 9 ... 32, 33, 34  Następny
Strona 8 z 34

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
subMildev free theme by spleen & Programosy
Regulamin